Przed telewizyjnym ekranem czasem kusi „metoda Zibiego”

Bohaterami mediów są głównie sportowcy; to ich kreujemy na gwiazdy i opisujemy dokonania na boiskach, parkietach, bieżniach, lodowiskach. Życie prywatne idoli też trudno utrzymać w tajemnicy. Właśnie owo zapotrzebowanie społeczne na „tajemnice alkowy” wielkich tego świata spowodowało, że zawód dziennikarza w ostatnich latach musiał ewoluować w kierunku agresywnego zdobywania newsów.

SPORTBIZ EXPO 2017 - TweetUp z dziennikarzami
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Niestety, ze szkodą dla jakości słowa i przekazu. Ostrą ocenę naszym komentatorom i ekspertom piłkarskim wystawił Zbyszek Boniek, informując w mediach społecznościowych, że transmisje meczów ogląda z wyłączoną fonią. Ja złagodziłbym tak ostrą ocenę; jak w każdym zespole, również w mediach są dobrzy, przeciętni i słabi. To ci pierwsi podnoszą oglądalność prowadzonych przez siebie programów. Sztandarowy produkt piłkarski nc+, czyli „Liga+ Extra”, prowadzony przez Tomka Smokowskiego i Andrzeja Twarowskiego, jest ciekawy, dynamiczny, przyciągający uwagę fachowością i dużą dozą humoru. Gdy jednak - na szczęście rzadko - sprawy w swe ręce bierze ktoś inny, to... już nie jest to. Na drugim biegunie - poniedziałkowa „Ekstraklasa po godzinach”, prowadzona przez „lekko babiarzowatego” redaktora, z nieciekawym scenariuszem i źle dobranymi - na dodatek stałymi - gośćmi. Ciężka do oglądania audycja...

Podobnie z polsatowskim „Cafe Futbol”. Jakość i tempo nadają mu głównie Mateusz Borek i Roman Kołtoń; ich brak zmusza zazwyczaj do zastosowania „metody Zibiego”, czyli wyłączeni fonii. Identycznie jest ze sprawozdawcami i wspierającymi ich w bezpośrednich transmisjach tzw. ekspertami. Chyba w ramach walki z bezrobociem Canal+ poszedł na ilość, co - niestety - nie ma przełożenia na jakość. Nie będę klasyfikować ich po nazwiskach, ale z pewnością w tak profesjonalnej stacji mają właściwe metody oceny swych pracowników. Dla podwyższenia klasy przekazu może trzeba byłoby dokonać weryfikacji tabunu redaktorów i wspomnianych ekspertów? Słuchanie od lat tych samych teorii i niektórych słowotoków zaczyna się widzom - takim jak ja - po prostu przejadać. Wspaniale natomiast - moim zdaniem - sprawdzili się „nowi za mikrofonem”: Kamil Kosowski, Marcin Baszczyński. Mówią to, co trzeba, nie mylą radia z telewizją i chętnie słuchałbym ich dużo częściej, niż dotąd - a już na pewno kosztem roześmianych komentarzy weteranów mikrofonu.

Inny temat to panie redaktorki, ścigające w przerwach spoconych chłopców i psujące murawę obcasami modnych butów. Czasem sobie myślę, że - miast zadawać niezbyt mądre pytania i otrzymywać jeszcze gorsze odpowiedzi - mogłyby poszukać ciekawszych interlokutorów, których na stadionie z pewnością nie brakuje. Moją radość z pewnego już prawie awansu polskich piłkarzy na rosyjski mundial tonuje świadomość, że sukcesy naszej reprezentacji będę przeżywać w towarzystwie ekipy TVP, bo przy jej „dokonaniach” poprzednio wymieniane usterki stacji niepublicznych to „,małe piwo”. Mam więc dwa wyjścia: odłożyć parę emerytur i pojechać do Rosji, albo - wzorując się na PZPN - wyłączyć głos w telewizorze. Trzeciej drogi nie ma...

Z tej samej kategorii