To nie jest kraj dla dobrych drużyn

Polska - Francja
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Po klęsce siatkarzy, wczoraj niepowodzenie spotkało koszykarzy, którzy udział w swoich mistrzostwach Starego Kontynentu zakończyli w przedbiegach.

Obie porażki zapewne tyle samo łączy, ile dzieli, ale pewne wnioski się nasuwają. Ci pierwsi mają wszystko, czego zechcą, od lat pozostają pieszczochami elit, telewizji i publiczności. Potencjalnie gotowych do gry w szerokiej kadrze siatkarzy jest trzy razy więcej niż miejsc, a system szkolenia od lat podawany jest za wzór dla zarządzających innymi sportami drużynowymi, czego dowodem kolejne tytuły najlepszych na świecie wśród juniorów. A mimo to od trzech lat ich starsi koledzy rok w rok defraudują kapitał zaufania po tym, jak w katowickim „Spodku” zostali najlepszą drużyną na kuli ziemskiej.
Ci drudzy o siatkarskich luksusach mogą tylko pomarzyć, chętni obejrzenia spotkań reprezentacji na Eurobaskecie musieli zaglądać do niszowego TVP Sport. O szkoleniu w ogóle słychać niewiele, liga naszpikowana anonimowymi globtroterami zza oceanu mało kogo interesuje, czemu dorównuje zainteresowanie najbardziej znanego polskiego koszykarza grą w narodowej ekipie. Mimo wszystko miało być lepiej niż dwa lata temu, a jest klapa.
Obu drużynom się nie powiodło, a teraz słyszę, że zbawieniem dla siatkarzy ma być Kubańczyk Leon - za dwa lata. No to poczekamy... Powodem porażek koszykarzy w decydujących meczach z Francją i Grecją była zaś kontuzja rozgrywającego Slaughtera. Trudno uwierzyć, że w prawie 40-milionowym kraju musimy sięgać po takie posiłki, co budzi jeszcze większe zdziwienie, gdy sobie uświadomimy, że na obu frontach złoili nas sportowcy z dwumilionowej Słowenii. A na deser mamy trenerów, których ciągle szukamy po całym świecie tylko nie u siebie.
Jeżeli dodamy do tego odwrót piłkarzy ręcznych, których w styczniu zabraknie na Euro po raz pierwszy od 18 lat, i wieczny kryzys hokeistów - mamy obraz pewnej całości. Wygląda na to, że Polska to nie jest kraj dla dobrych drużyn, a przecież nawet premier RP przekonuje, że sukces można osiągnąć tylko grając razem, w drużynie. Ale jak widać nad Wisłą to nie jest takie proste.
Gdzieś pośrodku mamy piłkarzy, którzy pod wodzą Adama Nawałki wykonali nieprawdopodobny skok jakościowy i ten wymierny, w rankingach. Niektórzy z nas, a zapewne i sami reprezentanci, naprawdę uwierzyli, że są piątą potęgą świata, na szczęście klęska w Kopenhadze być może pozwoli wszystkim zejść na ziemię.
W październiku nie można wykluczyć czarnego scenariusza, że po dwóch ostatnich meczach eliminacji MŚ spadniemy na trzecie miejsce w grupie i nie pojedziemy na mundial do Rosji. Mimo wszystko wciąż wszystkie atuty są po polskiej stronie, ale niech przypadki siatkarzy, szczypiornistów i koszykarzy będą dla futbolistów przestrogą. Wdrapać się na szczyt jest trudno, ale spaść na dno można bardzo szybko.

 

Z tej samej kategorii