Zimowe strachy

To o czym w poniedziałek - po zwycięstwie Kamila Stocha w drugim konkursie Turnieju Czterech Skoczni - tylko się przebąkiwało, nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Polskiego mistrza dzieli już tylko jedna wygrana od wyczynu Niemca Svena Hannawalda z z sezonu 2001/02, który jako jedyny w historii wygrywał wszystkie cztery konkursy w jednej edycji TCS.

Skoki Narciarskie Konkurs Indywidualny - Puchar Swiata w Wisle
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Po nokaucie, jaki wczoraj w Innsbrucku zafundowała rywalom „Rakieta z Zębu” chyba mało kto wątpi, że to właściwie formalność. Stoch jest w takiej formie i tak pewny mentalnie, że wygrana w sobotę w Bischofshofen jakiegokolwiek innego skoczka będzie sensacją.

 

Zagrożenie widzę jedno - przewaga prawie 65 punktów nad drugim w klasyfikacji TCS Niemcem Wellingerem może Stocha zwyczajnie uspokoić; Polakowi bowiem wystarczy w ostatnich zawodach praktycznie... wylądować, by po raz drugi z rzędu zgarnąć pełną pulę. Oczywiście, na pewno nie zabraknie mu motywacji, ale wyraźnie widać, że podwójny mistrz olimpijski uwielbia skakać pod presją - robi to daleko i równo, niemal jak automat. Czy zachowa świetną dyspozycję także w momencie, gdy losy zawodów właściwie są przesądzone?

 

Na razie jednak Polak straszy rywali, że hej. Byłoby banałem pisanie, że o zwycięstwie w rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie decyduje odporność psychiczna, ale nie po raz pierwszy boleśnie doświadczają tego rywale „cyborga” Stocha. Rok temu, gdy po raz pierwszy triumfował w TCS, wygrał tylko jeden z konkursów, ten ostatni. Wystarczyło, bo napięcia nie wytrzymał ówczesny lider po trzech zawodach, Daniel-Andre Tande. Norweg zepsuł drugi skok, spadł w Bischofshofen aż na 26. pozycję, ledwo ratując miejsce na podium TCS.

 

Wczoraj „przestraszył się” Richard Freitag. Niemiec chciał odrobić jak najwięcej punktów do lidera, ale przypłacił to upadkiem, nie wystartował w drugiej serii i pogrzebał swoje szanse. Można zrozumieć furię niemieckiego trenera, który uznał, że zawody w tak fatalnych warunkach nie powinny w ogóle się odbyć, ale umówmy się, tak zwykle tłumaczą się przegrani. Sztabowi niemieckiego skoczka trudno po prostu pogodzić się z faktem, że dominator otwarcia sezonu, przegrywa tak naprawdę pierwsze w nim poważne wyzwanie.

 

Stoch nie dał się wczoraj zepchnąć z afisza i przyćmić informacją o podpisaniu kontraktu z Legią przez Eduardo. 35-letni dziś Brazylijczyk z chorwackim paszportem to w futbolu mocne nazwisko; były napastnik Arsenalu i Szachtara Donieck strzelił dla bałkańskiej reprezentacji prawie 30 goli, ale dziś to legenda mocno przebrzmiała. Tak jak choćby o trzy lata starszego Diego Forlana; najlepszy piłkarz mistrzostw świata 2010 właśnie związał się z klubem w Hongkongu, mniejsza o nazwę, wcześniej kopał też w Indiach. Hmm, panowie muszą widać jeszcze trochę dorobić...

 

Transfer „Dudu” do Legii to chwyt marketingowy, chyba wszyscy będziemy przecierać oczy, gdy piłkarz naprawdę zacznie straszyć bramkarzy polskiej ekstraklasy. Myślę, że Tomasz Loska i obrońcy Górnika akurat z tego powodu nie powinni mieć zimowych koszmarów.

 

Z tej samej kategorii