Tajemniczy blondyn

Ludzie się zmieniają - prawda stara jak świat, podobna z gatunku tych, że tylko krowa nie zmienia zdania. „Czasami musisz coś zmienić” - napisał pewien tajemniczy blondyn, narodowy bohater sportowej Polski. Wszystko w porządku do czasu, gdy metamorfoza jest zbyt radykalna - wtedy może być kłopot z jej zrozumieniem, nie wspominając o akceptacji.

Polska - Czarnogora
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Dajmy na to reprezentację piłkarską. 180 minut bez gola w meczach z Urugwajem i Meksykiem i już nam taka obrzydła. Wszak przywykliśmy do wygranych, do festiwali strzeleckich, do bramkowych popisów Roberta Lewandowskiego. Na taką zmianę to my, panie Nawałka, się nie zgadzamy! Jest oczywiście więcej niż pewne, że selekcjoner „wyciągnie stosowne wnioski, przygotuje zespół zarówno taktycznie, jak i mentalnie, a piłkarze podejdą do rywali z odpowiednią koncentracją i zrealizują założone zadania...”. Usłyszymy to jeszcze nieraz - najpóźniej już w czerwcu w Rosji, zmiana powrotna będzie na bank, bądźmy dobrej myśli.
Choć bez powrotu króla strzelców ani rusz - to wiadomo od dawna. Ale czy widzieli państwo nową fryzurę Lewandowskiego? Odważna... „Czasami musisz coś zmienić” - że wrócę do cytatu z bożyszcze, który tak właśnie opisał fotografię przedstawiającą siebie w wersji blond. Niektórzy mogą mieć z tym kłopot - „No, trochę poniosło, panie”, „Coś ty zrobił?”, „Idą święta, ale z tym lookiem na Mikołaja to przesada” - piszą zdziwieni fani w komentarzach.
Mimo wszystko wizerunek najlepszego polskiego piłkarza raczej nie ucierpi, bo oparty jest na twardych, bezwzględnych faktach i nie spłucze ich żadna kolorowa kąpiel u fryzjera. Ot, zimowa fanaberia, pewnie chwilowa. „Lewy” pozostanie „Lewym” jak świat światem.
Ale przeszłość się o ludzi upomina, jak o Andrzeja W., wiceprezesa Polskiego Związku Narciarskiego, byłego już szefa komitetu organizacyjnego Pucharu Świata w Wiśle. Instytut Pamięci Narodowej wytoczył mu proces o zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu popełnione w czasach PRL-u. Środowisko sportowe ma z tym wielki kłopot, bo W. uchodził za sprawnego działacza, cenionego organizatora i menedżera, bezpośredniego i lubianego człowieka, bez reszty oddanego polskim skokom narciarskim. Choć wyrok jeszcze nie zapadł, koniec kariery W. w polskim sporcie i w życiu publicznym wydaje się przesądzony; paradoksalnie tuż przed imprezą, która była zwieńczeniem jego nieocenionej pracy - inauguracją Pucharu Świata na skoczni w Malince.
Ale już w weekend możemy dostać uspokajający komunikat, że wartością niezmienną są nasi skoczkowie, mistrzowie świata z ubiegłego roku z Lahti. Rusza sezon olimpijski, zmiana naprawdę byłaby przykra. Zdaje się na szczęście, że Stefan Horngacher - Adam Nawałka polskich skoków - pozostaje jednak gwarancją trwałości.
W niedzielę zaś na finał wszystko wymiecie ligowy szlagier jak za dawnych lat, czyli Legia - Górnik. Dziś napisaliśmy, jakim metamorfozom uległy obydwa zespoły przez minione 12 miesięcy, z których te zabrzańskie zasługują na miano wielkiego, świeżego, niespodziewanego i radosnego fajerwerku. I gdyby miał on wciąż błyszczeć jak blond czupryna Lewandowskiego, nie mielibyśmy zapewne nic przeciwko.

 

Z tej samej kategorii