Gdyby nie było Wszechmocnego...

Lionel Messi
 źródło: AFP

Cały piłkarski świat mówił wczoraj o Messim, który uratował przed katastrofą Argentynę. Jego trzy gole wbite Ekwadorowi rzutem na taśmę zapewniły wicemistrzom świata udział w kolejnym mundialu. Mesjasz, Geniusz, Nadzwyczajny, Wszechmocny, Bóg... - w Buenos Aires i okolicach nie mają wątpliwości, kim jest piłkarz Barcelony.

Pytania o to, gdzie byłaby dziś drużyna „Albicelestes” gdyby nie Leo, są tymi z naukowej kategorii gdybologii stosowanej. Pewnie po raz pierwszy od 1970 roku zabrakłoby jej w najważniejszej imprezie czterolecia. Podobny hipotetyczny dylemat nurtuje przecież i nas - gdzie byliby biało-czerwoni, gdyby nie Robert Lewandowski, król strzelców całych eliminacji, autor 16 z 25 polskich bramek, dla którego zwykłe określenie napastnik stało się już za ciasne, wręcz szkalujące i podważające jego wszechstronność, nadzwyczajność, wszechmocność...
To samoż można odnieść, z pewnym zastrzeżeniem, do herosa portugalskiego - Ronaldo. Nie ma na świecie innych reprezentacji tak zależnych od swojej największej gwiazdy, jak trzy tu wymienione.
Odpowiedź nie jest wcale tak oczywista, jak mogłoby się zdawać. Bo czyż obecność na boisku Jego (Messiego, Lewandowskiego, Ronaldo) nie powoduje aby rozluźnienia wśród partnerów, nie zwalnia ich od przykładania się (biegania, myślenia, krycia, generalnie zapieprzania)? Czyż nie mieliśmy czasem wrażenia, że tak właśnie było w zespole Nawałki? Przecież mamy „Lewego”, On zawsze coś strzeli! Ileż to razy ratował nam skórę, choćby w ostatnich minutach - ze Szkocją w eliminacjach Euro 2016, z Armenią w kwalifikacjach mundialu, świeżo w pamięci z Czarnogórą...
Może gdyby Jego nie było, trenerzy inaczej układaliby swoje jedenastki, bardziej równomiernie rozkładali zadania na pozostałych graczy, próbowali maskować Wielki Brak, akcentując inne walory, jakby przez Niego przytłumione... Można gdybać, jak by się to skończyło, choć zapewne zdecydowanie popularniejszą będzie teza, że gdyby nie Lewandowski, nie byłoby Polski Nawałki, takiej, z jakiej się cieszymy, a gdyby nie Messi, nie byłoby w mistrzostwach Argentyny.
Z Ronaldo sprawa ma się nieco inaczej - Portugalia bez „Loczka” miewa kłopoty, męczy się okrutnie, ale i potrafi sobie bez niego radzić: tak było przecież w finale mistrzostw Europy z Francją, gdy Cristiano musiał opuścić przed czasem boisko kontuzjowany, tak było wreszcie we wtorek ze Szwajcarią, gdy w spotkaniu najważniejszym do siatki Szwajcarów trafiali inni, a On - zaślepiony pobiciem rekordu Polaka - miotał się i frustrował. Ale i tak swoją nadzwyczajność udowadniał przecież nieraz.
Kogoś na wzór - choćby niedoskonały - Messiego, Lewandowskiego czy Ronaldo nie mają Amerykanie, choć ich Major Soccer League wybierają coraz lepsi piłkarze z całego świata, w tym królowie strzelców polskiej ekstraklasy, jak Nemanja Nikolić. I Jankesów w Rosji zabraknie, po raz pierwszy w MŚ od 28 lat!
Nawet jeżeli w Nowym Jorku, Los Angeles czy Chicago piłka wciąż nie może równać się z pozycją futbolu amerykańskiego, baseballu, koszykówki NBA czy hokeja NHL, to i tak jest to dla praktycznych Amerykanów narodowa tragedia, bo przed nosem właśnie przeleciały im miliony dolarów, a stacja Fox Sports - za prawa telewizyjne wyłożyła 200 milionów USD! - podlicza straty. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

 

Z tej samej kategorii