Odtrutka na parszywy czas

Pilka nozna. Liga Europy. Sheriff Tyraspol - Legia Warszawa. 24.08.2017
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

„Z klubami w pucharach już dawno nie było aż tak źle. Z reprezentacją w rankingu FIFA nigdy nie było tak dobrze. Bądź tu człowieku mądry...” - celnie zauważył na Twitterze znany z TVN-u Wojtek Zawioła, z którym przed laty toczyliśmy boje do upadłego o mistrzostwo Uniwersytetu Śląskiego. W badmintonie (no tych tam... paletkach) - jakby kogoś interesowało.

Można się oczywiście z tak zwanych sportów niszowych wyśmiewać, można puszczać oko, że to sympatyczna ciekawostka, a prawdziwy sport jest tylko jeden, ale po „popisach” naszych ekstraklasowiczów w europejskich pucharach naprawdę trudno ekscytować się polską ligą, nawet gdy w Zabrzu wciąż jak nawiedzony strzela Igor Angulo. Gdzieś z tyłu głowy zawsze zapali się lampeczka - no i co z tego? Potem mierzymy się z mistrzem Kazachstanu, wicemistrzem Azerbejdżanu, najlepszą drużyną Mołdawii i łapiemy właściwą optykę: to wszystko zabawa krasnali.
Snooker, pelota, paletki, wszechstronny konkurs konia wierzchowego, czy rzuty oszczepem na zawodach studentów w Tajpej - o, to jest coś, co może okazać się dla kibica w telewizji odtrutką na futbol w wykonaniu polskich drużyn. Z tej perspektywy trzeba docenić desperackie wysiłki Mołdawian, byle tego żałosnego spektaklu w Tyraspolu z udziałem Legii polski kibic nie oglądał. Ów nastrój wdzięczności przytomnie wyraził zresztą prezes TVP, który przy okazji oszczędził parę „złociszy” i rzekł, że nie ma czego żałować.
Oczywiście będzie żałował polski futbol, który rok temu - za sprawą tej samej Legii - otarł się o olbrzymów, ale po pięciu latach wrócił do punktu wyjścia, czyli przez cały boży sezon będzie biernym obserwatorem tego, co naprawdę istotnego dzieje się w Europie. Nasi ligowcy zaś już w sierpniu 2017 rozpoczynają przedbiegi do pucharów edycji 2018/19, a sama Legia, która jeszcze chwilę temu miała zdystansować krajowych konkurentów o lata świetlne, nagle znalazła się... w dramatycznej sytuacji finansowej, krocząc śladami innych „rewelacji” Ligi Mistrzów (pamiętacie Artmedię Petrzalka?), których wyskok na szczyt kończy się połamaniem kończyn.
Kto zawinił w stolicy? „Wyjdziemy z tego silniejsi” - napisał właściciel Legii Dariusz Mioduski. Śmiem wątpić - to pobożne życzenie i okruch taniej nadziei pod publiczkę po oszałamiającym nokaucie. W polskiej lidze nic nie jest długotrwałe, wszystko psieje; magiczny szarm błyskawicznie stracił nawet „srebrny lis” Jacek Magiera, tak wychwalany do niedawna na tle nieudacznika Besnika Hasiego. Teraz to Belg śmieje się Legii w oczy - on Ligi Mistrzów zasmakuje na ławce Olympiakosu. Przemiana Legii w chłopców do bicia w ciągu niespełna roku jest porażająca, ale można w ciemno założyć, że za rok, dwa albo pięć jakikolwiek inny polski zespół i tak z tej lekcji niczego nie wyniosą.
Trwały zdaje się tylko urok polskiej reprezentacji, do której przed meczami z Danią i Kazachstanem trafiło trzech „bohaterów” z Mołdawii i na deser przyjaciel Roberta Lewandowskiego. Powszechne jest odczucie, że w aktualnej formie wszyscy nie mieliby prawa zagrać w kadrze. Czy „dotyk Nawałki” znów zdziała cuda i z ekipy sfrustrowanych i nieporadnych rozbitków selekcjoner zlepi wspaniałą drużynę wojowników, która wykona milowy krok w stronę mistrzostw świata 2018? Tu akurat wiara podparta jest racjonalnym doświadczeniem, ale dla odzyskania równowagi proponuję do piątku pelotę, paletki, konie i uniwersjadę...

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Ekstraklasa to liga dla frajerów.Kadra oparta jest na zagranicznych piłkarzach i są tego efekty.Gdyby była oparta na zawodnikach krajowych klubów mogła by powalczyć o awans do drugiej setki.
27 sie 09:40 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii