Trener roku? Nawałka, Brosz, Horngacher bez szans! Ale już jest!

Lekkoatletyka. HME 2017. Przylot reprezentantów Polski do Warszawy. 06.03.2017
 źródło: newspix.pl

Sprawa jest definitywnie rozstrzygnięta, a każdy inny wynik uznam za poważne wykroczenie względem naturalnej sportowej hierarchii. Tak, nie straciłem piątej klepki, do zamknięcia bilansu zostały bite cztery miesiące, w trakcie których czekać nas mogą niezliczone triumfy. Dobrze, więc przyjrzyjmy się liście nominowanych, których jednak z góry skażemy na role drugo-, trzecio-, a nawet pozarzędne.

I tak chłopcy Adama Nawałki w cuglach awansują na mundial w Rosji, finiszując w rankingu FIFA na pierwszym, no, w najgorszym wypadku na drugim miejscu. Mimo wszystko nie; niech selekcjoner najpierw wyrwie jakiś medalik, a nie zatrzyma się w ogródku.

 

Siatkarze Fefe De Giorgiego za chwilę zostaną mistrzami Europy, udowadniając tezę rozgrywającego Drzyzgi, że ten, dzięki któremu zostali czempionami globu, czyli Stephane Antiga, wcale nie był taki super, a generalnie to jest be. No ale jak Włoch wywalczy dublet, to może pogadamy.


Koszykarze pod kierunkiem Jankesa Taylora na EuroBaskecie osiągną historyczny wynik na pohybel Gortatowi, „łaski bez”. Mimo wszystko - by przejść do legendy, pewnie trochę zabraknie.

 

Piłkarki ręczne Krowickiego mają szansę zagrać role Duńczyków sprzed 25 lat, którzy prosto z plaży dokopali wszystkim na Euro; nasze dziewczyny z „dziką kartą" nawrzucają wszystkim w niemieckich mistrzostwach globu, co może stać się zaczynem wojennych reparacji i słusznego odbierania, co nasze. Ale że będzie to tuż przed świętami, to przewidujemy kłopoty natury regulaminowej - zatnie się audiotele, poczta nie nadąży z dostarczaniem kuponów, a w ostateczności uzna się, że to się nie liczy, bo jest po terminie.


Agnieszka Radwańska pod pachę z małżonkiem-trenerem wygra po raz drugi w karierze tenisowego mastersa... Naprawdę? No nie, tu się zagalopowałem - stawiałbym raczej na to, że prędzej pójdzie śladem koleżanki Sereny i się zaokrągli.

 

No, jeszcze mamy kolarzy w mistrzostwach świata, ale trenerskie zasługi rowerzystów giną wśród morderczych podjazdów, na których zostawiają podopiecznych samym sobie. Nie wspominając o spodziewanym comebacku Roberta Kubicy, który - otoczony mechanikami i menedżerami - chyba nawet nie zna pojęcia trener i na co on komu.


Wiedzą za to dobrze w Zabrzu, kto zacz Marcin Brosz - czyli ten, który natchnął piłkarzy do ekstraklasy w sytuacji zdawało się straconej, a potem jeszcze sprawił, że stolica legła w gruzach, a prezydent Mańka-Szulik nie ma już innego wyjścia, jak wybudować kolejne trzy trybuny (swoją drogą, jakiż byłby to ultranowoczesny i wyznaczający trendy stadion, ten Heksagon Arena!). Ale druzgocące dzieło zabrzańskie to jednak jeszcze nie tej rangi, o której chcemy tu rozstrzygnąć.
Oczywiście są jeszcze skoki narciarskie, ale kibice chyba zdążyli zapomnieć o magii Horngachera. Nie daje zapomnieć o sobie biegaczka z kijkami, absolutny przypadek trenerskiej wierności i interaktywnego uzależnienia, ale na szczęście klikanie psychofanów możemy kompletnie zignorować.

Z tej samej kategorii