Pan profesor Lewandowski

Wiele wskazuje na to, że poziom dysertacji RL9 w pełni predestynuje go do połknięcia niepotrzebnych etapów na drodze do profesury. Zawistnicy mogą się śmiać. Czyżby tak trudno docenić opisanie życiorysu Lewandowskiego przez samego Lewandowskiego? Przecież teraz wystarczy go poczytać i - zgodnie z "mapą drogową" profesora Rybińskiego - będziemy mieć setki Lewandowskich!

Robert Lewandowski
 źródło: AFP

„To jest mapa drogowa dla wszystkich sportowców!” - zapiał profesor Wyższej Szkoły Edukacji w Sporcie Marek Rybiński, omawiając naukową dysertację Roberta Lewandowskiego zatytułowaną „RL9. Droga do sławy”.

Jedynym w swoim rodzaju dziełem pisanym o samym sobie kapitan reprezentacji Polski został nie tylko wzorcowym studentem z tytułem licencjata wychowania fizycznego o specjalizacji trenersko-menedżerskiej, ale za jednym zamachem zdobył także uznanie w pokrewnych dziedzinach kartografii, geodezji i inżynierii dróg.
Podobnie zresztą jak na boisku - jednym strzałem napastnik biało-czerwonych załatwił polskiej drużynie zwycięstwo z Czarnogórą, sobie ostateczny status niezastąpionego, a nam wszystkim bilety na wycieczkę do Rosji (liczenie kosztów na razie trwa).

 

Ze studiów, złożonej pracy oraz egzaminu końcowego Lewandowski otrzymał trzy piątki i ukończył uczelnię z wyróżnieniem. Cytuję pana profesora (za Polską Agencją Prasową): "Robert opisał cały swój życiorys od podwórka do mistrzostwa. Były tam wątki bardzo mocno osobiste, o rodzicach, wsparciu od mamy, żony. Jest dużo o ambicji, rywalizacji. Merytorycznie dysertacja była bardzo dobra, fajnie napisana i na pewno będzie opublikowana. Wszystko poszło wyśmienicie, wiadomo, to profesjonalista". 
Nic dziwnego, że oszalały z podniecenia reporter TVN24 zagadnął współwinną epokowego osiągnięcia na niwie nauki - jako rodzicielkę wymienionego - kiedy ów będzie pisał doktorat. Fakt pominięcia w tym pytaniu szczebla pośredniego - czyli tytułu „magazyniera” - wydaje się tu nieistotną błahostką; wiele wskazuje na to, że poziom dysertacji RL9 w pełni predestynuje go bowiem do połknięcia niepotrzebnych etapów na drodze do profesury.


Tym bardziej zważywszy na okoliczności samej obrony. Lewandowskiemu wyznaczono bowiem porę bezwzględną - ledwie kilkanaście godzin po wspomnianym meczu, który przecież omal nie skończył się dla wszystkich tragicznie. Zresztą surowe profesorskie gremium chciało sprowokować abiturienta, wkładając na siebie biało-czerwone trykoty najbardziej fanatycznych kibiców reprezentacji - to był czytelny sygnał, że przelewek nie będzie, a w razie niepowodzenia, od razu strzał „z liścia”. Ku zaskoczeniu komisji student Lewandowski zniósł mężnie tę impertynencję, nie mrugając nawet okiem.
Jasne, dziś przypadki sportowców - i to czynnych - z naukowymi tytułami to naprawdę nic wyjątkowego. Tomasz Majewski dwa olimpijskie złota w pchaniu żelastwa urozmaicił sobie pisaniem pracy magisterskiej z politologii. Nawet sportowiec z doktoratem to dziś naprawdę żadne wielkie halo – ma go w ramce za szybą taka Justyna Kowalczyk, a biorąc pod uwagę wszechmądrość Królowej Śniegu doprawdy nie wiadomo, dlaczego wciąż nie ma jeszcze habilitacji, z czegokolwiek.


Tę posiada natomiast niejaki Wojciech Zabłocki, szablista-architekt. Co prawda nigdzie nie jest napisane, jakoby Wojciech Zabłocki swoje życie po życiu zawdzięczał pracy o sprężystej klindze Wojciecha Zabłockiego jako katapulcie do sławy, ale doprawdy nie jest to żaden powód do wywyższania się. Nie od dziś wiadomo, że najtrudniej obronić samego siebie, a nie jakieś bazgroły.
Co my tu zresztą pleciemy, profesor Rybiński bezwzględnie wykazał, że nikt nie daje sportowcom dyplomów pod stołem, oni ciężko na to pracują! No i umówmy się, czy owoc żmudnych 10-letnich studiów RL9 może być zły?


Zawistnicy mogą się śmiać (ech, ci Niemcy, wiadomo...). Czyżby tak trudno docenić opisanie życiorysu Lewandowskiego przez samego Lewandowskiego? Przecież teraz wystarczy go poczytać i - zgodnie z mapą profesora Rybińskiego - będziemy mieć setki Lewandowskich! Czyż nie o to nam chodzi?

 

Z tej samej kategorii