Szarapowa. Dlaczego serce nie pęka

Maria Szarapowa
 źródło: AFP

Na smutnym przypadku tenisistki możemy po raz enty mierzyć na sobie skalę poczucia naiwności i wiary w sport bez dopingu.

Na smutnym przypadku Marii Szarapowej możemy po raz enty ćwiczyć na sobie skalę poczucia naiwności i wiary w wyczynowy sport bez dopingu. Wyznanie wielkiej tenisowej gwiazdy wpisuje się zarazem w najbardziej kuriozalne tłumaczenia, jakie słyszeliśmy z ust sportowych oszustów.


W samym w tenisie nazbierałoby się ich przynajmniej kilka. Argentyńczyk Mariano Puerta wywalczył skrócenie 8-letniej dyskwalifikacji, bo Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu uznał, że tenisista napił się ze szklanki, z której jego żona sączyła lek pomagający jej podczas napięcia przedmiesiączkowego.

Richard Gasquet z kolei uświadomił niedowiarków, że kokaina przeniknęła do jego organizmu w wyniku – tu cytat „co najmniej siedmiu pocałunków, z których każdy trwał do dziesięciu sekund” z tajemniczą Pamelą, z którą spędził wieczór. I karę skrócono mu z dwóch lat do 2,5 miesiąca.
Wszystkich przebił jednak lekkoatleta, mistrz olimpijski z Pekinu na 400 metrów, LaShawn Merritt, który tłumaczył, że niedozwolona substancja dostała się do jego organizmu wraz ze środkiem na wzmocnienie potencji i wydłużenie przyrodzenia...


Ale zmierzając do – nomen omen – meritum. Szanuję poglądy tych, którzy – jak choćby Wojciech Fibak – wierzą w tłumaczenia tenisistki, że „nie wiedziała”, iż lek, który regularnie zażywa, od stycznia jest na liście specyfików zakazanych, że to wynik jej gapiostwa, niedbalstwa, pomyłki...
Tłumaczę tę wiarę miłością do ukochanej dyscypliny, może zapatrzeniem w okrągłe słowiańskie oczy smukłej blond piękności, a może zwyczajnie potrzebą zachowania złudzeń nawet wbrew wszystkim faktom, bo z iluzją po prostu łatwiej żyć.


Przyznam - ja nie potrafię, choć daleko mi do poczucia triumfu przebijającego z wypowiedzi niektórych tenisistek, że padło akurat na nieco wyniosłą ich koleżankę. Także my, Polacy, Szarapową podziwialiśmy przecież, ale lubić ją trudno. Jest w niej po prostu zbyt wiele z wielkoruskiej arogancji - doskonałego przeciwieństwa ciepłej ruskiej matrioszki.
I nawet jeżeli Masza może być uważana za wcielenie kanonu kobiecej urody, to jest to ów rodzaj piękna, którego nie da się oswoić; bardziej pragnie się je poniżyć i zbrukać, nie zatykając uszu na liczone w setkach decybeli jęki. Ale fetysze zostawmy na boku.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii