Śląski nie będzie piłkarski, musi postawić na królową

Śląski nie będzie już tym, z czego w historii zasłynął: ulubioną areną piłkarskiej reprezentacji, przynajmniej dopóki, dopóty u steru PZPN-u zasiada Boniek. Jest też jeszcze jedna odwieczna przeszkoda, dla której Śląski nie będzie, w moim mniemaniu, teatrem futbolowym - zarówno sama konstrukcja trybun, jak i lekkoatletyczny profil stadionu oddalają widza od zielonego prostokąta niecki.

Stadion Slaski w Chorzowie
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Każdy z państwa może zobaczyć, jak wygląda „nowy” Stadion Śląski i na co poszło 650 milionów złotych z naszych kieszeni. Legendarny chorzowski gigant, dziś na 50 parę tysięcy miejsc, organizuje dzień otwarty i z sześcioletnim poślizgiem otwiera swoje podwoje. Mamy koniec roku 2017, Śląski miał być jedną z aren - jak pamiętamy - piłkarskiego Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie... Do osławionych krokodyli, skandalicznych zaniedbań, urzędniczej i budowlanej niekompetencji chyba nie ma już co wracać; tym powinna zajmować się prokuratura i sprawiedliwe sądy, ale jakoś cicho...


W każdym razie Śląski wraca - lepiej późno niż wcale - choć na razie trudno powiedzieć, że z przytupem. Na otwarcie bieg maratoński, gonitwa za piłką panów z brzuszkiem, a potem jeszcze rywalizacja nastolatków. Nie mam nic przeciwko, chodzi o skalę wydarzeń do skali obiektu. To nie będzie otwarcie z wielkim bum, co pewnie jest konsekwencją traumy. Nic spektakularnego nie można było tu zaplanować, bo nie było pewności, kiedy ten budowlany horror wreszcie dobiegnie końca. Ot, kolejna gorzka życiowa nauczka.


Ale oto wreszcie jest! I muszę przyznać, że mimo wszystko robi bardzo fajne wrażenie, które trudno słowami opisać - trzeba zobaczyć na własne oczy. Obiekt daje zarazem wyobrażenie jego świetlanej przyszłości, bo jak zapewniają zarządcy Śląskiego, jest on nie tylko ładny, ale też supernowoczesny i bardzo funkcjonalny.
Na razie wciąż jest w blokach. Jak - słusznie zauważa marszałek województwa - samo otwarcie to dopiero jedna strona medalu. Druga, będąca chyba jeszcze większym wyzwaniem, to jego zagospodarowanie, ożywienie wydarzeniami sportowymi, rozrywkowymi czy innymi komercyjnymi, by przywrócić legendzie blask.


Nie ma jednak co się łudzić - Śląski nie będzie już tym, z czego w historii zasłynął: ulubioną areną piłkarskiej reprezentacji, przynajmniej dopóki, dopóty u steru PZPN-u zasiada Boniek. Oczywiście, mogą na nim grać piłkarze Ruchu, czy GKS-u Katowice, ale żeby Śląski stał się dla „Niebieskich” choćby tym, czym dla Zabrza jest nowy stadion Górnika, który dziś nie mieści wszystkich chętnych, upłynąć musi jeszcze wiele wody w rzekach. Najpierw klub z Cichej musi podnieść się z łopatek i zarazem jasno zadeklarować, że gra w parku w ogóle go interesuje.

 

Z tej samej kategorii