PZPS - brawo wy, kosmici!

Polska - Francja
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Trzy czwarte wolnych krzesełek na meczu polskich siatkarzy? Działacze federacji modelowo zarżnęli kurę znoszącą złote jaja.

Żadna informacja nie sprawiła mi ostatnio tyle przekornej satysfakcji, ile ta o frekwencji podczas meczu siatkarzy Polski z Francją w turnieju finałowym Ligi Światowej. W 15-tysięcznej krakowskiej Arenie na trybunach zasiadło nieco ponad cztery tysiące widzów, co oznacza, że prawie trzy czwarte krzesełek pozostało pustych! A przypomnijmy, że na parkiecie spotkali się aktualny mistrz świata z aktualnym mistrzem Europy...


Z relacji świadków wiadomo, że widok był iście przygnębiający, wszak jeszcze nie tak dawno każdy mecz biało-czerwonych specjalistów od przebijania skóry przez siatkę cieszył się zainteresowaniem wręcz histerycznym: biletów brakowało, zanim na dobre się pojawiły (no, sponsorzy chłoną wszystko na pniu...), przeładowany system internetowy zawieszał się w sekundzie, gdy resztki wejściówek trafiały do sprzedaży, po drugiej stronie komputerów lały się grochy łez, w powietrzu fruwały przekleństwa, wielotysięczne hale pękały w szwach, podczas Mazurka przechodził dreszcz, a tak zwane koniki miały się świetnie.


Polski Związek Piłki Siatkowej tylko na to czekał, dostając idealną pożywkę dla swojej - historycznie udokumentowanej w prokuraturze – chciwości. Na dodatek, stawkę podbija fakt, że przecież jesteśmy mistrzami świata!
Okazuje się, że w drenażu kieszeni też. No to hulaj dusza, piekła nie ma – działacze zaczęli testować wytrzymałość portfela tak zwanego przeciętnego kibica, z roku na rok podnosząc ceny biletów, które w tym roku osiągnęły ceny absurdalne: standardowa polska czteroosobowa rodzina, chcąc jednego dnia turnieju w Krakowie obejrzeć siatkarzy z bliska, musiała wydać lekko tysiąc złotych, nie licząc podróży, wiktu i kibicowskich atrybutów w postaci czapeczek, szalików i innych dupereli. Zauważę, że tzw. dominanta wynagrodzenia w naszym kraju to około 2,5 tysiąca brutto...


Dla alibi wymyślono wejściówki dla biedaków, czyli 50 złotych - kto był w krakowskim gigancie, dobrze wie, że w bilet trzeba wliczyć cenę lornetki. Niewiele lepiej było w Łodzi, gdzie odbywał się jeden z turniejów eliminacyjnych – tam bilety były o wiele droższe niż na tej samej rangi spotkania w rosyjskim Kaliningradzie i francuskim Nancy. Ot, polsko-światowy high-life!

Tak właśnie, modelowo, zarzyna się kurę znoszącą złote jaja.

Z tej samej kategorii