Lewandowski trafił w punkt, a Juskowiak bajdurzy

Robert Lewandowski
 fot. Michał Stawowiak  /  źródło: Pressfocus

Kto by pomyślał! Robert Lewandowski uderzył w tarabany i powiedział głośno to, o czym szemrano po kątach: że powołanie Milika, Zielińskiego, czy Linettego do młodzieżowej reprezentacji na drugorzędne mistrzostwa jest śmieszne. Co nam bowiem da sukces - o ile! - w młodzieżowym Euro osiągnięty zawodnikami, którzy odgrywają już czołowe role w reprezentacji A?

„To byłoby mydlenie oczu - zauważył kapitan kadry Nawałki w rozmowie z Polsatem Sport. - Nie zobaczymy, czy mamy pokolenie kolejnych piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę, i którzy nadają się do tej najważniejszej reprezentacji A. Nic nam nie da, jeśli ci zawodnicy zablokują miejsce innym, pokażą się z dobrej, lub co gorsza słabszej strony. Euro U-21 to miejsce dla kolejnych zawodników, mniej znanych” (koniec cytatu).


Trzeba przyznać, że „Lewy” trafił w punkt. Dmuchający na swoje poletko trener młodzieżówki Marcin Dorna dyplomatycznie zamilkł, nie chcąc zapewne wchodzić w spór z narodowym bożyszcze. Ale odezwał się za to asystent lub ambasador (?) kadry U-21 Andrzej Juskowiak.

Pewnie – jako byłemu napastnikowi paru zachodnich klubów i reprezentantowi Polski, później tak zwanemu ekspertowi – było mu łatwiej odbić piłeczkę. „Jusko” ukąsił więc najpierw szyderą, że może Milik będzie musiał zapytać „Lewego” o zgodę, którą zaraz sam spuentował, że na szczęście to nie Lewandowski powołuje piłkarzy do kadry U-21.


Na szczęście Juskowiak może sobie tylko pogadać. Podobnie wiceprezes PZPN-u, Koźmiński junior, który wręcz obwieścił, że Milik i Zieliński nie wyobrażają sobie, że nie zagrają na Euro U-21! A to ciekawe, bo z tego, co o kolegach mówi Lewandowski, wynikałoby dokładnie odwrotnie – żądzą raczej nie pałają.
Najbardziej drugorzędna wydaje się kwestia odpoczynku w przypadku polskich stranieri z Napoli czy Sampdorii. Milik w związku z kontuzją i rehabilitacją na pewno nie jest piłkarzem dziś zajechanym, Zieliński też częściej ostatnio grzeje ławę niż biega po boisku, więc dwa tygodnie u progu lata nie byłyby dla nich wysiłkiem morderczym. Ale to znakomita okazja do relaksu psychicznego; czerwiec 2017 to czas, w którym piłkarze mogą przestać o piłce myśleć, jeżeli oczywiście potrafią i chcą. Za rok – daj Boże – takiej okazji mieć nie będą.

Z tej samej kategorii