Kto to jest paraolimpijczyk

Natalia Partyka
 /  fot. Carlos Garcia Rawlins  /  źródło: Reuters

Polska potęgą w igrzyskach inwalidów! Tylko dlaczego tyle sportowych kalek udaje u nas atletów zupełnie zdrowych?

Zażarta dyskusja o tym, czy najszybsi niedowidzący biegacze na dystansie 1500 metrów wygraliby w Rio także w rywalizacji ze swoimi kolegami, u których ze wzrokiem wszystko w najlepszym porządku nabrała w naszym kraju dodatkowych rumieńców.


Kilku byłych znakomitych lekkoatletów z jednego pokolenia, bijących rekordy na przełomie wieków, a sprawiających wrażenie zdrowych na ciele i umyśle, wysnuło z porównania wyników obu biegów zaskakująco odmienne wnioski.

Sprinter Urbaś obcesowo stwierdził, że to dla olimpijczyków obciach, iż szybciej pobiegli paraolimpijczycy; średniodystansowiec Czapiewski, wręcz przeciwnie, że to o niczym nie świadczy, bo na igrzyskach biega się nie po rekordy, ale po medale.


I tu właśnie dotykamy meritum sporu, bo trzydzieści dziewięć medali 90-osobowej reprezentacji polskich paraolimpijczyków i ich dziesiąte miejsce w globalnej klasyfikacji to wyrzut sumienia dla tych grubo ponad dwustu, którzy kilka tygodni wcześniej na tych samych arenach szarpnęli się na całe krążków jedenaście.

Jeżeli do tego dodamy 19 czwartych miejsc sportowców niepełnosprawnych, wyjdzie na to, że znakomita większość z nich poleciała do Rio bić się o medale, gdy większość tych „sprawnych” - na wycieczkę.


O czym to świadczy? Na pewno o tym, że jesteśmy dość mocni w sporcie inwalidów, i że - wyrażając się ostrożnie - wyraźnie zbyt wiele sportowych kalek udaje u nas sportowców zupełnie zdrowych. Co w sumie nie dziwi w kraju, w którym stopień fizycznego upośledzenia wśród dzieci i młodzieży wciąż postępuje w tempie zatrważającym.


Z drugiej strony - choć wciąż spotykamy wokół wiele barier zwyczajnie uprzykrzających życie ludziom trwale pokrzywdzonym przez los (brak podjazdów, wind, za wąskie drzwi czy klatki schodowe, itp.) - trudno nie zauważyć, jak wiele się w ostatnich latach zmieniło.

 

 

Mnie najbardziej frapuje liczba pustych kopert w kolorze błękitu na parkingach przed supermarketami i urzędami; zastanawiam się, czy czasem nie jest to aby wartość proporcjonalna do jakiegoś hojnego unijnego dofinansowania. W każdym razie w tej rywalizacji na przykład rodzic z dzieckiem nie ma najmniejszych szans (skutki programu 500 plus wkrótce zapewne te proporcje odwrócą).


W tym miejscu muszę przyznać się do pewnej emocjonalnej ignorancji, bo worek medali polskich paraolimpijczyków mnie nie wzruszył, mimo medialnej nachalności towarzyszącej ich igrzyskom. Głupio mi trochę, bo mój respekt budzi skala ogromnego zainteresowania tą rywalizacją - obfitującą w wydarzenia fascynujące i dramatyczne - ze strony publiczności w Rio, czy wcześniej w Londynie.

Z tej samej kategorii