Kszczot, czyli krnąbrny wzorzec

ADAM KSZCZOT
 źródło: Reuters

Jeżeli można Adama Kszczota do kogoś w polskim sporcie porównać, na myśl przychodzi mi tylko jedna „siostrzana postać”: Justyna Kowalczyk. Ten sam typ osobowości, traktujący sport równie superpoważnie, harujący za czterech, wymagający od innych pełnego oddania; biegacz letni nie dorównuje biegaczce mroźnej chyba tylko w jednym: jej bezdennej egzaltacji.

Co zapowiedział polski biegacz po zdobyciu drugiego z rzędu srebrnego medalu mistrzostw świata na dystansie 800 metrów? Otóż napomknął, że nie wie, czy będzie dalej trenował z dotychczasowym trenerem... Trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek inny polski sportowiec w podobnych okolicznościach, u szczytu kariery, chciał zamknąć w ten sposób równie owocny rozdział i zrezygnować z gwarancji pewnej jakości, na rzecz - czego? No właśnie - niepewności? Nowych wyzwań? Potencjalnie większych sukcesów? Ale przecież tych nikt mu nie obieca...


Pewne jest, że nie mamy do czynienia z kimś, kto chciałby - mamy wszak takich na pęczki - osiąść na laurach, odcinać kupony od sławy, cieszyć się nieznośną lekkością bytu sportowego celebryty. To zdecydowanie nie jest przypadek Adama Kszczota, bo o nim tu mowa. To przypadek skrajny z zupełnie innego bieguna - sportowca hiperambitnego, do bólu konsekwentnego, o charakterze twardym i bezkompromisowym, umyśle precyzyjnie ścisłym, krnąbrnym, skrajnie dociekliwym, a nawet podejrzliwym, manifestującego nieraz pewność siebie zgrzytającą megalomanią.


Jeżeli w tym wszystkim można Kszczota do kogoś w polskim sporcie porównać, na myśl przychodzi mi tylko jedna „siostrzana postać”: Justyna Kowalczyk. Ten sam typ osobowości, traktujący sport równie superpoważnie, harujący za czterech, w katuszach własnego ciała ocierający się o masochizm, wymagający od innych pełnego oddania, wreszcie w zachowaniach okołosportowych podobnie irytujący swoim omnibusostwem; biegacz letni nie dorównuje biegaczce mroźnej chyba tylko w jednym: jej bezdennej egzaltacji.


Można się na ten typ sportowców zżymać przy czipsach przed telewizorem, trudno nie szanować za ich hiperprofesjonalizm - zdaje się, że tylko tak bezkompromisowe podejście do siebie i świata może gwarantować medale w imprezach globalnych. O tym, że można inaczej, łatwiej, lżej, głupiej świadczą tysiące innych, począwszy od kopaczy, skończywszy na kolegach i koleżankach lekkoatletach, niedorosłych do poważnego traktowania sportu jako emanacji siebie.

Z tej samej kategorii