Kraj w depresji, czyli co zrobiłem fanom mistrzyni

Justyna Kowalczyk
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Nie słyszałem, żeby w profesjonalnych zawodach obnosić się z chorobami, skoro już ktoś w nich startuje, to znaczy, że raczej zdrów i na siłach, no chyba że zrobimy zawody tylko dla zmagających się z depresją, tak jak być może powinniśmy zrobić osobne mistrzostwa dla wszystkich chorych na astmę, czyli dwóch milionów Norwegów.

Niech nas nie zwiodą rosnące słupki naszej gospodarki malowane ustami premiera Morawieckiego, Polska od półtora roku nie jest już może w ruinie, ale w głębokiej depresji na pewno. Niestety, nie ma to nic wspólnego z geografią, bo Poland to jednak nie Holland; chodzi o nasze społeczne neurozy, zapętlenia i poczucie własnej wartości.

Nieśmiałe w tym względzie moje przeczucia znalazły potwierdzenie w dyskusji, jaką próbowałem prowadzić z pewnym gronem, które ujawniło się niczym jakaś nieformalna sekta skupiona wokół pewnej sportsmenki - narodowej bohaterki, ale o tym za chwilę.
Nie wiem, czy państwo używacie tłitera (oryginalnie Twitter), w każdym razie jest to serwis społecznościowy służący do globalnej i szybkiej komunikacji w internecie. Nazwa serwisu - proszę wybaczyć ten oczywisty dla niektórych wywód - wzięła się od angielskiego słowa „tweet”, czyli ćwierkać. Przy czym można ćwierkać na dystansie 140 znaków, jeżeli chcemy dłużej, wymaga to kolejnego wpisu, ale nam raczej tyle wystarcza, słyniemy przecież z tego, że szybko się zniechęcamy.


Z drugiej strony potrafimy ćwierkać i pół dnia! Amerykańscy naukowcy (jak wiadomo, pionierzy) niedawno obliczyli, że gdyby ów czas spożytkować na czytanie książek, w ciągu roku mielibyśmy ich na koncie pokaźny stosik, a pewnie i trochę więcej oleju w głowach.
Nas jednak teksty cokolwiek dłuższe niż owe 140 znaków nudzą, generalnie czytanie w Polsce zdecydowanie nie jest w modzie, co właśnie przekłada się na marniejącą z dnia na dzień kondycję prasy, jej wydawców, dziennikarzy, drukarzy (nie mylić z piłkarskimi sędziami!) i całego środowiska ludzi żyjących z pisania, a właściwie to żyjących coraz mniej lub nawet wymierających. Już więc sam ten fakt wydaje się z mojej perspektywy dostatecznym powodem, by popaść w depresję.


W każdym razie tłiter wydaje się być idealnym miejscem na rozmowy rodaków, narodu porywczego, emocjonalnego, krótkodystansowego, któremu wystarczy dokładnie owe 140 literek, by błyskawicznie obwieścić światu swoją mądrość albo w żołnierskich słowach wyrzucić z siebie, co sądzimy o tych, którzy myślą inaczej, a których na dodatek wcale nie musimy oglądać.
Mimo to zdecydowałem się wejść w polemikę z pewną panią, której w niesmak było, że telewizyjni komentatorzy nie okazali entuzjazmu dla wyniku Justyny Kowalczyk w biegu sztafetowym mistrzostw świata w Lahti, no bo przecież nasza mistrzyni chorowała przewlekle - na depresję.

Z tej samej kategorii