Gdzie śpi Nawałka

Adam Nawałka
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Nie wymiotujący piłkarze, lecz selekcjoner okazał się największym przegranym dwumeczu, w którym Polska zdobyła komplet punktów. Ale dawno nie był to komplet tak brzydki. Adam Nawałka - dotychczas uchodzący za bezszelestnego demiurga mającego w kadrze wszystko pod pełną kontrolą - stracił właśnie ów nimb i sporo autorytetu w oczach kibiców.

Koledzy z „Przeglądu Sportowego” zrobili psikusa i wyrwali z błogiego upojenia piłkarzy Adama Nawałki. Ci już pewnie myśleli, że znowu im się upiekło, bo kapitan Lewandowski w ostatniej chwili uratował im tyłek. I schodząc z boiska, znów przed kamerami mogli snuć dyrdymały zwieńczone wykutą na blachę puentą o tym, że najważniejsze są trzy punkty. Po czym z nieświeżym oddechem ulgi zostawili w rozterce zdezorientowanych obserwatorów. Ahoj przygodo, do zobaczenia za miesiąc w Bukareszcie!


A tu klops. Wyszło szydło z worka. Bo jednak, jeżeli faworyt męczy się z outsiderem, to nie dlatego, że raz na jakiś czas statystycznie męczyć się musi, że rywal ustawia w swoim polu karnym autobus, że sędzia nie dyktuje ewidentnego karnego, a najlepszemu snajperowi przeszkadza bezczelna kępka murawy - generalnie każdy życzliwy kibic zawsze jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć sobie nawet największą kichę; no, zdarza się najlepszym... Najważniejsze, że szczęście nas nie opuszcza.


Otóż nie proszę państwa, zapamiętajmy tę lekcję - faworyt męczy się, bo generalnie jest zmęczony, nogi nie kręcą, łapie go zadyszka, piłka nie słucha. Tak jak każdy byłby zmęczony nocną grą w karty, figlami pod kołdrą, czy siorbaniem mocnych trunków i przegryzaniem fistaszków, po których autentycznie może zrobić się nudno.


Czy zobaczymy to wszystko w najnowszym odcinku wziętego serialu „Łączy nas piłka”? Oglądalność z dotychczas wysokiej na pewno poszybowałaby w rejony kosmiczne.

Pewnie jednak nie, bo ów tasiemiec, selekcjonując bohaterów i sceny, reprezentacyjną rzeczywistość pudruje. Od czasu awansu do Euro zrobił z kadry Nawałki objazdową trupę dowcipnisiów, chadzającą swawolnie bez opiekuna, dla której taka dajmy na to Armenia, to nie sportowe wyzwanie wywołujące megamobilizację, lecz jakieś słodkie Amaretto - do łyknięcia.

No to łykamy tę żabę. W listopadzie czeka nas więc prawdopodobnie upicie Rum(un)em.


Stąd też szok związany z demaskatorską publikacjami „PS”, bo okazuje się, że ćwierćfinał Euro i liczony w milionach popyt na polskich piłkarzy w Europie był tak silnym uderzeniem, że słabe polskie głowy omal nie powaliło. Może jednak otrzeźwienie przyszło w porę.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~MarcusUżytkownik anonimowy
~Marcus :
No photo~MarcusUżytkownik anonimowy
Jak kto gdzie śpi Nawałka? W nogach u zawodników!
16 paź 16 14:36
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii