Euro, feta wyśmiewanych

Aron Gunnarsson
 źródło: Reuters

Euro zawsze było w awangardzie triumfu maluczkich. Możliwa wiktoria drużyny wszystkich „sonów” nie powinna więc nas dziwić.

Przeciętnemu kibicowi taśmowo oglądającemu mecze piłkarskich mistrzostw Europy może zdać się, że został zrobiony w konia, bo jego dotychczasowa wiedza o futbolu nijak ma się do tego, co dzieje się na francuskich boiskach. Przez bite dziesięć miesięcy tydzień w tydzień, a często i dwa razy w tymże, jest on przekonywany, że Ronaldo, Lewandowski czy Ibrahimovic to maszynki do zdobywania goli, że Vardy, Milik czy Nikolić to kawał rasowych snajperów, nie wspominając o tym, że nie ma lepszych rozgrywek na całej kuli ziemskiej niż angielska Premier League i hiszpańska Primera division.


Wystarczą dwa tygodnie Euro, by ów pasjonat futbolu musiał zrewidować swoje błogie przekonania. We Francji - nie po raz pierwszy zresztą w tego typu turniejach - reprezentacje najwspanialszych lig odpadają w przedbiegach, gwiazdy generalnie słaniają się na nogach, nie trafiają do pustych bramek, dają się bezkarnie turbować albo w ogóle nie mieszczą w taktycznych ramach, jak Vardy w reprezentacji Anglii czy król strzelców polskiej ekstraklasy Węgier Nikolić, którym selekcjonerzy łaskawie rzucali ochłapy gry.


Zamiast nich mamy fetę poniżanych, wyśmiewanych, odrzuconych i cierpiących. Debiutantów z Walii i Garetha Bale'a, który tyle samo czasu ile na boisku w barwach Realu spędził w lekarskich gabinetach. Francuza Dimitrija Payeta, schowanego dotąd w najmniej popularnym z londyńskich klubów, West Hamie. Albo 31-letniego Włocha Pelle, którego od ikony futbolu XX wieku różni niby tylko jedna literka, ale dzieli bezdenna czeluść, jak „a” od „z”.


Ikoną rewelacyjnej Islandii jest Aron Gunnarsson, osiłek z drugoligowego Cardiff - gdyby na głowę założyć mu hełm z rogami, to byłby żywcem wyjętym aktorem z charakterystycznej roli w serialu o Wikingach na zakodowanych kanałach. W rzeczywistości zgadza się tylko jedno - tego goniącego za piłką brodatego herosa można do woli pooglądać tylko w zakodowanym kanale. Mamy wreszcie naszego Błaszczykowskiego, który na dobre przyspawał się do ławki Fiorentiny, a bez którego trudno kadrę Nawałki wyobrazić sobie w miejscu, do którego we Francji doszła.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Polacy cieszą się z marnego miejsca na Euro,z występów klubów ekstraklasy w eliminacjach pucharów bo dla nich to puchary.Każdy ma inne aspiracje i powody do radości.
3 lip 16 16:24
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii