Środek ciężkości

Zbliża się kilka dni wolnego, a więc dobry czas, by sięgnąć po książkę, albo przynajmniej ją sprezentować. „Grzegorz Tkaczyk. Niedokończona gra” (wydawnictwo SQN) to pozycja obowiązkowa dla kibica piłki ręcznej i nie tylko.

Spotkanie autorskie z Grzegorzem Tkaczykiem
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Na kartach ze swadą spisanej przez kolegów z Onetu - Wojtka Demusiaka i Darka Farona - opowieści jednego z najlepszych rozgrywających świata XXI wieku przewijają się także rozpoznawalne postacie z innych dyscyplin, taki choćby Lewandowski albo Kadziewicz, a nawet... Kobe Bryant (swoją drogą chyba w najbardziej wymownej historyjce).
Nieco ponad 250 niewielkich stroniczek połyka się w dwa wieczory, w sam raz na Boże Narodzenie - wydarzenie goni wydarzenie, anegdota płynnie przechodzi w portret i odwrotnie. Nic dziwnego - wszak „Młody” był kapitanem reprezentacji i jednym z głównych aktorów złotej dekady lat 2007-16. Zdawało się, że jest więc o czym opowiadać.
Jest za to lakonicznie - z jednej strony to zaleta książki, z drugiej pewna ułomność. Skrótowość i powierzchowność niektórych wątków, zwłaszcza w opisie okoliczności spotkań kadry Wenty, jest dosyć dokuczliwa. Nie ma nudy i sprawozdawczości - i dobrze - dominuje synteza, ale w związku z tym dostajemy raczej przyczynek do sportowej autobiografii niż jej pełną i udokumentowaną wersję.
Czy to bohater nie został na okoliczność dokładnie przemaglowany, czy sam nie chciał się rozwodzić lub nie pamiętał, czy też tercet autorski pośpieszał wydawca, chcący sprawić nam prezent pod choinkę - tego tu nie rozstrzygniemy. W każdym razie miałoby się apetyt na więcej.
Szkoda tym bardziej, bo historie opisane bywają smakowite, jak choćby te o kulisach szatni w Magdeburgu czy Mannheim, nie wspominając o reprezentacyjnej. Największą wartość poznawczą niosą chyba opowieści z igrzysk w Pekinie. To na olimpiadzie zawiązują się międzydyscyplinarne przyjaźnie na lata, tym bardziej ludzi zjednoczonych w sportowym niespełnieniu. A jak odreagowuje sportowiec, który przegrywa najważniejszy mecz? Dopowiadać chyba nie trzeba, ale przypuszczam, że lektura tych fragmentów jednych utwierdzi w przekonaniu, że wszyscy sportowcy to pijacy, a innych wręcz przeciwnie - że to tacy sami, zwyczajni ludzie, jak inni, i też mają prawo do chwil słabości. W opisie imprezowania Tkaczyk nigdy jednak nie przekracza granicy - jakby to niezręcznie zabrzmiało - dobrego smaku.
Kolorową kreską malowani są też oczywiście koledzy z boiska i niektórzy rywale, trenerzy i działacze. „Młody” raczej nie owija w bawełnę - wali prosto z mostu, kogo lubi, a kogo nie, ale też osobiste sympatie lub anty nie przeszkadzają mu docenić profesjonalizmu tych, za którymi szczerze nie przepada.
Mimochodem jakby drugim bohaterem książki Tkaczyk zrobił Bogdana Wentę. Jego charakterystyka jako charyzmatycznego furiata jest zgodna z potocznym wyobrażeniem o nim, ale nie mówi wszystkiego. Od dymisji dzisiejszego europarlamentarzysty minęło już 5 lat i historie, którymi żyła cała sportowa Polska się zacierają. Lektura pozwala na nowo docenić człowieka, który po latach marazmu przywrócił polską piłkę ręczną świadomości kibica. Tkaczyk na każdym kroku podkreśla zasługi Wenty - człowieka, który przyniósł ożywczą rewolucję. Warto dziś o tym pamiętać, bo choć u steru reprezentacji stoi znów były znakomity zawodnik i obiecujący szkoleniowiec (o zupełnie odmiennym temperamencie), to zanosi się na to, że na sukcesy będące dziełem Wenty możemy poczekać bardzo długo.
Nad tym wszystkim unosi się jednak w książce duch wartości najważniejszych. Mamy bowiem obraz przemiany młodego, pewnego siebie tlenionego blondyna, spalonego przez solarium z kolczykiem w uchu w dojrzałego, odpowiedzialnego i wrażliwego ojca oraz kochającego męża. Tkaczyk po raz pierwszy chyba tak przejmująco opowiada o rodzinnym dramacie - narodzinach bliźniaków, 6-miesięcznych wcześniaków. Maja i Tristan zmienili zupełnie środek ciężkości jego życia. Nie boi się przyznać, ile z ich powodu wylał łez i jak stał się ckliwy.
Właśnie jest czas, kiedy wszystko dokoła przestaje się liczyć - chudy portfel, kłopoty w pracy, porażki Górnika, Piasta i Ruchu, czy ustawa o sądach. Wszystkie przyziemne bolączki, jakkolwiek ważne, schodzą na plan dalszy. Zbieramy się przy wspólnym stole, dzielimy opłatkiem, ściskamy najbliższych, życzymy im zdrowia. Nie zawsze potrafimy ten coroczny rytuał docenić, ściska nas w gardle dopiero, gdy nagle nie ma komu spojrzeć w oczy...

 

Z tej samej kategorii