Po co siatkarzom trener?

Najpierw pomyślałem: po tym, co zrobiono z „Fefe” ministerstwo sportu powinno specjalnym dekretem zakazać Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej dokonywania zmiany trenera męskiej reprezentacji raz na trzy, albo nawet i cztery lata.

24.08.2017 POLSKA - SERBIA LOTTO MISTRZOSTWA EUROPY W SIATKOWCE MEZCZYZN POLSKA 2017
 fot. Jakub Piasecki  /  źródło: Cyfrasport

Przecież postawieniem na człowieka, którego zwolnili po kilku miesiącach skompromitowali się działacze - znaczy, że pomimo godzin analiz, dyskusji i debat nie potrafią dokonać właściwego wyboru. Gdyby taki Nawałka przerżnął turniej, w stylu siatkarzy, to gorąco na stołku prezesa zrobiłoby się pewnie i samemu Bońkowi.
A w siatkarskim raju wszyscy mają się dobrze - prezesi znów będą mogli podrapać się po swoich zafrasowanych głowach, będą kolejne posiedzenia, narady, komisje konkursowe, diety, podróże, hotele, do tego wywiady, kamery, flesze, no i oczywiście to, w czym lubują się najbardziej - zakulisowe przetargi i intrygi, komu by tu znowu dać ten złoty róg: jak nie Iksiński, to może Kowalski, no w każdym razie już żaden obcy!
Bo najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że - jak wynika ze słów prezesa Kasprzyka - De Giorgi zapłacił głową za to, że... nie wziął winy na siebie. Tak, Polska potrzebuje dziś skruchy Obcych i ich przeprosin, jak nigdy wcześniej, to Oni są zawsze winni za nasze krzywdy. Kurki, Kubiaki, Drzyzgi mogą grać kichę, a potem pleść trzy po trzy - im zawsze ujdzie na sucho.
Ale przychodzi też inna refleksja - w końcu De Giorgi i jego drużyna totalnie się skompromitowali, w tej klęsce nie było przypadku - ona była od startu wypisana na twarzach graczy i do końca wypełniona. I nawet, jeżeli już gubimy się, kto ich naprawdę prowadzi, to warto zauważyć, że od roku 2005 i Argentyńczyka Raula Lozano - Włoch - jeszcze po Castellanim, Anastasim i Francuzie Antidze - był piątym selekcjonerem biało-czerwonych. Piątym w ciągu trzynastu lat, no liczba ta mimo wszystko nie jest jakoś bardzo olbrzymia.
Owszem, miał być rozliczany dopiero za rok, po mistrzostwach świata, ale optyka działaczom się zmieniła o 180 stopni po turnieju przed własną publicznością, tak sromotnie zakończonym w przedbiegach. Czy to był jednak powód do rozstania ze szkoleniowcem, którego powołano osiem miesięcy wcześniej, a de facto pracował z kadrą góra miesiące trzy? Bo przecież tak wygląda siatkarski cykl: najpierw rozgrywki ligowe kończą kluby i dopiero od czerwca najlepsi zmieniają dresy na biało-czerwone - i tak przez kilkadziesiąt kolejnych dni. Czy to okres, po którym można autorytatywnie ocenić, że trener się nie nadaje, że nie rokuje, że nie gwarantuje?
Są dwie szkoły myślenia. Jedna mówi, że na efekt nowej miotły w reprezentacji potrzeba pełnego roku, a może i dwóch: spokoju, zaufania, konsekwencji. Szkoleniowiec w tym czasie musi dokonać najlepszej selekcji, wypróbować swoich żołnierzy przynajmniej w kilku, a nawet kilkunastu bitwach, pogrzebać w ich głowach, zawiązać z nimi marynarskie węzły braterstwa, odsiać plewy, wreszcie postawić na tych sprawdzonych i wartościowych.
Według drugiej szkoły swoje piętno dobry trener powinien odcisnąć błyskawicznie. Reprezentacja to przecież zbiór najlepszych zawodników, których nie trzeba uczyć - w teorii przynajmniej - sportowego abecadła; oni mają wyjść na boisko i pokazać, co potrafią najlepiej - wcześniej odpowiednio wyselekcjonowani i precyzyjnie taktycznie nastawieni. Nie ma żadnego psychologizowania, wchodzenia do głów, czy tym bardziej „ulubionego” budowania formy - albo potrafią grać, albo nie; to tak jakby krawiec, szewc, malarz czy inżynier raz był w formie, a raz nie. Dobry fachowiec na ławce potrafi więc od razu pokazać, że zna się na rzeczy i idzie ku lepszemu.
De Giorgi tego nie zaprezentował i został kolejną ofiarą szaleństwa rozgrywek zespołowych, gdzie ledwo jedna impreza się kończy, a już kolejna zaczyna - jeszcze bardziej ważna i prestiżowa. Marginesu błędu nie ma wcale - już pierwsze potknięcie rodzi fundamentalne pytanie: zmieniamy trenera?
Ale ja je odwrócę: a po co siatkarzom w ogóle trener? Może niech mądre głowy ze związku po sezonie ligowym same powołają kadrę, potem przez trzy miesiące delegują jakiś komitet do nadzoru treningów i zasiadania na ławce w trakcie mistrzostw, a po nich wrócą do swoich gabinetów. Niech zobaczą, jaki to miód. A jak nóżki im się powiną, przynajmniej nie trzeba będzie nikogo zwalniać i znowu zatrudniać.

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~pepeUżytkownik anonimowy
~pepe :
No photo~pepeUżytkownik anonimowy
doskonały artykuł, zgadzam się w 100-u procentach , dodałbym jeszcze że panowie działacze pewnie wystąpić powinni do trenera o odszkodowanie za przegrane ME...
25 wrz 11:45 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Big Ben Użytkownik anonimowy
~Big Ben :
No photo~Big Ben Użytkownik anonimowy
Kasprzyk był słabym sędzią, ale prezesem jest jeszcze gorszym.
25 wrz 19:29 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~FochUżytkownik anonimowy
~Foch :
No photo~FochUżytkownik anonimowy
Też zawsze myślałam że lewą ręką namaluje jak Picasso.
Wymątrzanie to nasz sport narodowy.
Ale nie dostrzec że szkoleniowiec nie ma ani koncepcji ani charyzmy ...
25 wrz 17:46 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii