Kapitan łaskawy. Czy także samotny?

08.11.2016 KONFERENCJA PRASOWA REPREZENTACJI POLSKI PILKA NOZNA
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Afera hotelowa będzie za drużyną Nawałki wracać zawsze, gdy tylko powinie jej się noga na boisku. Być może już za dwa dni, po meczu w Bukareszcie.

Głos w „aferze hotelowej” zabrał w końcu oficjalnie sam Robert Lewandowski. To kapitan reprezentacji - jak można swobodnie wysnuć z doniesień medialnych - wezwał w październiku na dywanik Adama Nawałkę i nakazał selekcjonerowi wstrząsnąć kadrą, która po Euro uległa rozpasaniu. Wczoraj „Lewy” nie był już tak radykalny. Być może czas zrobił swoje - od tamtych wydarzeń minął miesiąc. Być może doszło do jakiejś gorącej telefonicznej linii, w której wyprano parę brudów i przypomniano stare zasady, które gdzieś tam się po drodze zagubiły. Być może górę wzięła wyrozumiałość dla ludzkiej natury piłkarzy, którzy przecież też mają swoje słabości i choć znają granicę - jak dzieci - czasem zwyczajnie próbują ją przesunąć.

 

W każdym razie napastnik Bayernu pokazał swoje wyrozumiałe i łagodne oblicze o przewinach kolegów mówiąc w formie „my” - „popełniliśmy błąd”, „wyciągniemy wnioski”, „poradziliśmy sobie”. Puentą zaś było zamknięcie tematu i koncentracja na najbliższym meczu. Prawdziwy kapitan identyfikujący się z załogą. Lewandowski po raz kolejny okazał się świetnie wyreżyserowanym towarem pijarowym - sportowcem do bólu gładkim i modelowym, którego niewiele jest w stanie wytrącić z równowagi, a jeżeli już - to tylko na boisku albo tam, gdzie nie ma kamer. Taka niemal idealna była też kadra Nawałki, ale miesiąc temu została dosyć brutalnie rozdziewiczona. Może to i dobrze?

 

Nie czepiajmy się, choć sądzę, że afery hotelowej zwykłym życzeniem i jednym słowem nie da się tak po prostu zamknąć; że będzie za drużyną Nawałki wracać zawsze, gdy tylko powinie jej się noga na boisku. Bardzo prawdopodobne, że już za dwa dni, po meczu w Bukareszcie, gdzie nie mamy już prawa uważać się za faworyta. Tak się bowiem złożyło, że spadek morale poszedł w parze z wyraźnym obniżeniem poziomu gry reprezentacji - remis w Kazachstanie, szczęśliwe wygrane z Danią i Armenią. Mecz z Rumunią da odpowiedź, czy jeszcze tej jesieni kadra Nawałki wróci na dawne tory.

 

Przesłanek ku temu wiele nie ma - piłkarze, którzy zachwycali w pierwszej połowie roku, jak Krychowiak, czy Kapustka, nie grają w swoich klubach; nie będzie też Milika, który z Lewandowskim tworzył świetnie uzupełniający się duet napastników. Kapitan prawdopodobnie znów będzie w piątek osamotniony. Poprzednio jego gol uratował trzy punkty drużynie i skórę kolegom; wczoraj "Lewy" robił, co mógł, by się publicznie od nich nie dystansować. Może czas, by reszta pomogła kapitanowi, przynajmniej na boisku.

Z tej samej kategorii