Superliga radosna i ewangeliczna

MKS Zaglebie Lubin - Orlen Wisla Plock
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Szefowie nowej zawodowej superligi bardzo chcieli w premierowym sezonie uatrakcyjnić rozgrywki, ale w majstrowaniu przy nich stracili rozsądek. 30 marca (!) ogłoszono rozgrywki PGNiG Pucharu Superligi, w którym najsłabszy zespół ligi może zakończyć sezon wyżej niż drużyna, która będzie grała w ćwierćfinale...

Pan jest chyba z Mielca, że zadaje takie pytania - „zaczepił” mnie trener Górnika Ryszard Skutnik, gdy po wygranej przez jego zespół rywalizacji o „dziką kartę” ze Stalą dopytywałem, czy w obu klubach mają świadomość, że na koniec sezonu ekipa z Podkarpacia wciąż może być „wyżej” od Ślązaków. Konsternacja i zakłopotanie obu szkoleniowców (w Stali był nim Tomasz Sondej), którzy przyznali, że nie wczytywali się dokładnie w regulamin rywalizacji o nazwie Puchar PGNiG Superligi i generalnie już się w systemie rozgrywek pogubili, były wymowne.


Otóż w zgodzie z literą tegoż regulaminu Górnik i Stal mogą hipotetycznie spotkać się w finale wspomnianego pucharu - wystarczy, że zabrzanie przegrają ćwierćfinał z Vive Tauronem Kielce (co nie będzie niespodzianką) i potem wygrają rywalizację w grupie o nazwie Select, a mielczanie okażą się najlepsi w grupie Suzuki. Nie można wykluczyć, że w finale (1 mecz) to Stal wygra z Górnikiem, choć w zasadniczej części sezonu zdobyła od niego 21 pkt mniej i przegrała wszystkie cztery wcześniejsze spotkania (dwa w głównej części sezonu i dwa o „dziką kartę”).


To samo może czekać jeszcze lepszą od Górnika Gwardię Opole i wszystkie pozostałe drużyny, które odpadną w ćwierćfinale. Doprowadzając rzecz do absurdu - puchar może zdobyć najsłabszy z 14 zespołów ligi, Meble Wójcik Elbląg, który w sezonie wygrał dotychczas ledwie cztery mecze! I gdyby Vive jakimś cudem odpadło w ćwierćfinale z Górnikiem, będzie mogło się odkuć w rywalizacji na przykład z „Meblarzami” i odnieść podobny sukces, jak polska reprezentacja w styczniowych mistrzostwach świata, gdy zajęła 17. miejsce i wróciła do domu z tzw. Pucharem Prezydenta IIHF. A jeżeli wygra siódemka z Pomorza, to otrzymamy namacalne wcielenie ewangelicznej idei „ostatni będą pierwszymi”. Że niby nie może? Przepraszam - ma taką szansę!


Młodzi i radośni szefowie nowej zawodowej superligi bardzo chcieli w swoim premierowym sezonie uatrakcyjnić rozgrywki, ale w majstrowaniu przy nich stracili chyba jakikolwiek rozsądek. Najpierw stworzyli dwie grupy „kolorowe”, obok których była jeszcze tabela „wspólna” (a więc trzecia), a po rozegraniu 26 spotkań kazali w dwumeczu rozstrzygać, kto jest lepszy: zespół czwarty czy piąty (choć w tabelach Chrobrego i Pogoń dzieliło 8 pkt, a Górnika i Stal wspomniane 21 „oczek”, czyli przepaść).

Z tej samej kategorii