Rozumiejąc Marylę, czyli uciekamy przed samozachwytem

Maryla Rodowicz
 /  fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Niech emocjonalne wystąpienie szansonistki będzie niczym ożywczy impuls w zalewie "szacunku" i pochwał dla kadry Nawałki.

Żeby ocenić, czy reprezentacja Adama Nawałki zasłużyła na grę w półfinale mistrzostw Europy, musimy - przynajmniej spróbować - wznieść się ponad kibicowskie oczekiwania. Odrzućmy sentymenty i współczucie, wszak jako naród lubujemy się w celebrowaniu klęsk. Nasi piłkarze i miliony rodaków mają prawo czuć żal i ogromny zawód, że było tak blisko, ale nie potrafię karmić się złudzeniami, a tym bardziej pocieszać tezą o „moralnych zwycięzcach”.


Wszyscy będziemy poklepywać nieszczęsnego Błaszczykowskiego, bo gość z oczywistych względów nie zasługuje na lincz, tak jak bijący się w piersi i roniący łzy Łukasz Fabiański, który był daleki od obrony choćby jednej z dziesięciu jedenastek, jakie strzelali mu Szwajcarzy i Portugalczycy.
Batalii z Portugalią nie przegrał jedynak, który karnego dla nas nie wykorzystał, ani bramkarz, który w kluczowym momencie nie potrafił pomóc drużynie. Seria jedenastek to loteria – jedną z nich wygraliśmy, choć równie dobrze mogliśmy po niej pożegnać się z Euro już po 1/8 finału; widocznie wygrać dwie kolejne byłoby nadmiarem szczęścia. Tym razem los/szczęście/wytrzymałość na stres były po stronie rywali.


Tak jak nie ma co płakać nad zmarnowaną szansą, tak nie ma co popadać w euforię z powodu domniemanej wspaniałej postawy kadry Nawałki. Owszem – to był najlepszy turniej polskich piłkarzy od 1982 roku, długimi fragmentami gra naszej drużyny naprawdę mogła się podobać, a po paru akcjach trzeba było naprawdę szukać szczęki. Wzbudziliśmy tym szacunek świata, nie tylko piłkarskiego. Wreszcie przez prawie trzy tygodnie żyliśmy w jakiejś innej, lepszej rzeczywistości.
Ale uciekajmy przed samozachwytem. Bo jeżeli nawet uznać, że byliśmy minimalnie lepszą drużyną od Portugalii (z marginesem na niepodyktowany rzut karny po faulu Pazdana na Ronaldo), to co mają czuć Szwajcarzy, którzy dominowali nad nami przez ponad 75 minut?

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
Teraz spójrzmy na poziom naszej "ekstraklasy", letnie występy naszych klubów w europejskich pucharach. Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć zachwyt sporej części polskiej publiczności nad postawą piłkarzy na Euro. Odpadliśmy po bardzo dobrym meczu z naprawdę silnym przeciwnikiem, który na - jak ktoś obliczył- na 7 edycji ME w pięciu znalazł się przynajmniej w półfinale. Drużyna była zdyscyplinowana taktycznie, popełniała mało błędów, ani przez moment nie "siadła" fizycznie, co wcześniej było normą. Jak jest pospolite ruszenie i ułańska fantazja, krytykujemy za typowo polską naiwność i improwizację. Gdy drużyna- mimo pewnych niedociągnięć- tworzy świetnie poukładany monolit, zarzucamy brak inwencji czy odwagi. Na coś trzeba się zdecydować. Tak jak powiedział kapitan Lewandowski, a nie z całym szacunkiem p. Rodowicz. " To jest Euro i każda strata, błąd drogo kosztują". Mogliśmy zagrać inaczej, tj. otworzyć się, poluzować formacje... i dać sobie strzelić po cztery bramki jak Węgrzy czy Islandczycy, którzy też przecież grali dobrze.
3 lip 16 22:51 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii