Z Norwegami piłka setowa, a potem meczowa

Po takim meczu jak ten z Francuzami musi być niezwykle trudno zachować zimną krew. Naprawdę jesteśmy już tak świetni?

Karol Bielecki
 /  fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Na razie wszystko idzie prawie jak po maśle. Polscy piłkarze ręczni pędzą autostradą do półfinału mistrzostw Europy, wykorzystując atut gospodarza - losowanie (rozstawienie) do łatwiejszej części drabinki, wsparcie 15 tysięcy gardeł i odrobinę szczęścia.

Spokojnie wydarli zwycięstwa jedną bramką w dwóch horrorach z Serbią i Macedonią, a francuskim mistrzom nad mistrzami dali niezwykły pokaz gry, wprawiając w euforię naród, zwykle w styczniu oszalały na punkcie szczypiorniaka, gdy chwilowo nie kopią Lewandowski i Krychowiak.


Ale mezalians nie jest dziś niczym zdrożnym. Co tam, bawmy się i śmiejmy dalej! Byli ponoć bowiem „niedzielni kierowcy”, którzy chcieli poczuć dreszcz choćby w katowickim „Spodku”, nie bacząc na to, że dawno już w nim po mistrzostwach posprzątano, a ci, którzy w nim rządzili, czyli Norwegowie, wyjechali na wschód w środek polskiego cyklonu.


Ci bardziej zorientowani marzą o bilecie do Kraków Areny, na jedno z 15 tysięcy miejsc, na mecz z udziałem Szmala, Bieleckiego i Jureckiego. To już graniczy z cudem lub wydatkiem od 400 złotych w górę. Rozczarowanym pozostają strefy kibica lub telewizja, choć nie ta narodowa.


Wieczorem spodziewajmy się kolejnych uniesień. Czy będziemy zagryzać paznokcie w meczu z „czarnym koniem” mistrzostw? Jest w tych lękach trochę dmuchania na zimne, odpędzania demonów i szukania koncentracji, bo po takim meczu jak ten z Francuzami - być może najlepszym reprezentacji w XXI wieku - musi być niezwykle trudno zachować zimną krew, by ta nie uderzyła zawodnikom do głowy. Naprawdę jesteśmy już tak świetni?


Kłopot w tym, że w piłce ręcznej mecz po meczu mogą być jak dzień do nocy, że tak wspaniały jak wtorkowy raczej szybko się nie powtórzy, że dotąd specjalnością tej drużyny były dreszczowce, a nie przekonujące potwierdzanie swojej „lepszości”, że Norwegowie są nam raczej niewygodni. No i jednak my musimy, a oni mogą. Ale to ciekawy eksperyment zbadać, dokąd jeszcze zaprowadzi Polaków w tym turnieju entuzjazm i adrenalina.


Przed biało-czerwonymi dwie ważne piłki, najpierw setowa z Norwegią, a w poniedziałek meczowa z Białorusią. Jak je wykorzystają, trzeba się będzie szykować na kolejny weekend emocji skrajnych.

Z tej samej kategorii