Dylematy w bramce, prawe porady i słabowita lewa flanka

Polska - Holandia
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Postawiłbym na Szczęsnego - zalecił publicznie Prezes. Tę opinię warto mieć na uwadze, a i margines błędu niewielki.

Adam Nawałka zwleka z ogłoszeniem nazwiska piłkarza, który stanie między słupkami polskiej bramki na inaugurację Euro z Irlandią Płn. Być może jego podopieczni już wiedzą, a być może selekcjoner czeka na boskie natchnienie. Znając jednak opisany na wskroś racjonalny i poważny charakter naszego trenera, nie zostawi wiele do roboty siłom nadprzyrodzonym.


Gdyby jednak - zostawiając minimargines błędu - tak było, z pomocą pospieszył Prezes. „Wydaje mi się, że bronić powinien Wojciech Szczęsny. Choć do końca nie potrafię ocenić formy Łukasza Fabiańskiego. Postawiłbym na Szczęsnego” - zalecił publicznie kibic polskiej drużyny, pan Jarosław Kaczyński.

Na wszelki wypadek nie padło nazwisko tego trzeciego, no ale wiemy doskonale, że na nim można się wyłożyć, więc po co. Co prawda nie usłyszeliśmy jakiejś przekonującej argumentacji, ale opinię Prezesa na pewno warto mieć na uwadze. Margines błędu niewielki.


Poważnie rzecz biorąc pozycja bramkarza jest akurat tą, z którą selekcjoner nie ma większych kłopotów, co najwyżej ten bogactwa. Polska wszakże będzie podzielona – jedni zauważą, że Fabiański nie zawiódł w ostatnich meczach eliminacji, decydujących o awansie; inni podkreślą, że Wojciech Szczęsny to też klasa sama w sobie, a poza tym w zestawieniu z kolegą taki duch nieco bardziej bojowy. Ale wszyscy muszą się zgodzić, że wystawienie jednego kosztem drugiego nie powinno przyprawić nas o palpitacje. Przynajmniej do pierwszego błędu w pierwszym meczu - ostatecznie bramkarz myli się tylko raz.


Ból głowy Nawałka ma na pewno z lewą stroną naszej drużyny; jedynym efektem kuriozalnego – ze względu na skład – sparingu z Litwą jest kontuzja Kamila Grosickiego. Wczoraj Bogdan Zając starał się uspokoić opinię publiczną, że szanse „Grosika” na występ w niedzielę rosną, ale to raczej wszczepiony swojemu asystentowi przez przełożonego urzędowy optymizm.

 

Obiektywni fizjoterapeuci mówią, że tego rodzaju uraz stawu skokowego to dwa tygodnie odpoczynku „jak byk”. No chyba że mamy do czynienia z minimarginesem błędu - fachowców oczywiście.
Brak Grosickiego, w zestawieniu z pechowym urazem w Arłamowie Macieja Rybusa, zdemolowałby jednak zaprawioną w bojach naszą lewą flankę. Chyba jakaś zaraza padłą na nią w Polsce. Niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale - umówmy się - w tym wypadku w tym stwierdzeniu margines błędu jest potężny.


W jednym z Prezesem na pewno można się zgodzić bez zastrzeżeń: „Chciałbym, żeby Polska zaszła tak daleko jak w przeszłości, na mistrzostwach świata, kiedy zdobywaliśmy medale i stawaliśmy na podium” - wyraził powszechne życzenie. Jest w tym i patriotyzm, i polityka historyczna, i narodowa duma, i jeszcze dobitność. W sumie bezbłędnie.

Z tej samej kategorii