Kogo Nawałka stworzy z żebra?

Polska - Armenia
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Nieobecność Grzegorza Krychowiaka w meczu z Czarnogórą wcale nie musi być dla Adama Nawałki wielkim kłopotem. Złamane żebro piłkarza, który w tym roku symboliczne minuty spędzone na boisku w barwach PSG może sobie zsumować bez kalkulatora, paradoksalnie zdejmuje z selekcjonera przykrą powinność podjęcia decyzji niepopularnej, oznaczającej posadzenie w Podgoricy „Krychy” na ławie.

Zamiast zawodnika nieogranego, sfrustrowanego i przybitego swoją sytuacją w klubie Nawałka będzie mógł z czystym sumieniem postawić na innego, ale przynajmniej takiego, który jest w meczowym gazie.
To, czy selekcjoner faktycznie miałby poważny dylemat związany z jednym ze swoich najbardziej zaufanych graczy - obok Glika i Lewandowskiego trzeciego elementu kręgosłupa jego układanki - jest moją czystą spekulacją. Ale pamiętając słowa trenera, że w kadrze grać będą tylko ci, którzy na co dzień grają w klubach, można śmiało założyć, że musiał skład bez Krychowiaka poważnie analizować, zanim tematu ostatecznie nie uciął doktor.


Bo oczywiście Mączyński, Góralski czy Dąbrowski prawdopodobnie nie są w stanie dać reprezentacji tyle wartości, ile dawał jej Krychowiak. U Nawałki piłkarz praktycznie niezastąpiony; dość powiedzieć, że z 35 spotkań kadry pod wodzą obecnego selekcjonera opuścił tylko sześć, w tym dwa gdy zespół wyjeżdżał na Bliski Wschód w składzie ligowym. Mniej minut od niego ma nawet Robert Lewandowski. Gdy Krychowiaka zabrakło w składzie po raz ostatni - 1 czerwca 2016 - Polacy przegrali z Holandią 1:2. To była ich ostatnia porażka w regulaminowym czasie.


Ale od razu zastrzeżmy - żal byłby znacznie większy, gdyby był to Krychowiak w formie z poprzedniego sezonu, ostoja Sevilli i kadry na francuskie Euro. Ale już nie Krychowiak z jesieni - człowiek piłkarsko złamany, bez powodzenia próbujący dorównać konkurencji w zespole paryskim, którego aura pewności siebie musiała mocno zapikować, i którego oprócz żebra mają prawo boleć pośladki od godzin spędzonych na ławie i trybunach.


Już w jesiennych meczach z Kazachstanem i Danią było do jego boiskowej postawy sporo uwag; wątpliwie, by nagle na stadionie Pod Goricom zaczął strzelać fajerwerkami. Czy mimo wszystko Nawałka wciąż ufałby mu bezkrytycznie?
Los chciał, że selekcjoner może tę rafę ominąć bezkolizyjnie - z jednej strony nie musi dobijać zawodnika, dla którego kadra mogła być zastrzykiem pozytywnej energii; z drugiej nie będzie się musiał tłumaczyć, że odstawił lidera lub - odwrotnie - wstawił do składu gracza za zasługi.


Paradoks chce, że ostatni raz w meczu o punkty „Krycha” nie zagrał jesienią 2012, właśnie z Czarnogórą w Podgoricy, jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika na inaugurację zakończonych niepowodzeniem eliminacji do mistrzostw świata w Brazylii (było 2:2). Teraz znów go zabraknie w meczu, który może nas bardzo zbliżyć do mundialu w Rosji.
Pytanie jednak, czy Nawałka trafi z człowiekiem, któremu żebro Krychowiaka będzie pasowało jak ulał. Skoro w Raju udało się z żebra Adama stworzyć istotę jeszcze doskonalszą, to mimo wszystko jest nadzieja.

Z tej samej kategorii