Czarne szaty Konrada

Konrad Bukowiecki
 fot. Szymon Górski  /  źródło: Pressfocus

Z każdym kolejnym przypadkiem dopingu polski sport traci moralne prawo do sądzenia oszukującej konkurencji.

Wracający w niesławie z igrzysk w Rio bracia Zielińscy już nie będą jedynymi czarnymi charakterami polskiego sportu roku 2016.

W piątek gruchnęło, że pozytywny wynik na obecność niedozwolonych środków dopingujących miał jeden z największych talentów światowej lekkoatletyki, Konrad Bukowiecki.


Co prawda środek, który wykryto u 19-letniego kulomiota prawdopodobnie nie jest tak „ostry”, jak nandrolon u sztangistów - chodzi o substancję stymulującą znajdującą się w odżywkach - ale nie zmienia to faktu, że u progu wielkiej kariery mistrzowi i rekordziście świata juniorów grożą dwa lata dyskwalifikacji.


To prawdziwy szok dla polskiego sportu, w którym Bukowiecki był - obok sprinterki Ewy Swobody, oszczepniczki Marii Andrejczyk, czy nieco starszej specjalistki od 800 metrów Joanny Jóźwik - symbolem zmiany warty w rodzimej lekkoatletyce.
To Bukowiecki stał się naturalnym sukcesorem dwukrotnego złotego medalisty olimpijskiego Tomasza Majewskiego, który przed tygodniem po raz ostatni pchnął kulą i zakończył wspaniałą karierę. „Młody” w tym sezonie kilkakrotnie już pokonał legendarnego kolegę, którego ten praktycznie namaścił na swojego sukcesora.

Wydawało się, że jesteśmy świadkami pięknej sztafety pokoleń: stary mistrz odchodzi, u jego boku wyrasta nowy „król”...
Dziś to wszystko okazało się mrzonką.


Na razie trudno wyrokować - wciąż nieznany jest wynik tak zwanej próbki B (z reguły jednak potwierdza ten pierwszy) - czy młody atleta świadomie sięgnął po zakazany specyfik, czy chciał do sukcesów pójść na skróty.

Być może sięgnął po odżywkę, której składu dokładnie nie sprawdził, być może się pomylił, być może coś tam jeszcze... Ale nawet jeżeli znajdą się okoliczności łagodzące, ta wpadka będzie się za nim ciągnęła znacznie dłużej niż okres kary, którą otrzyma.


Bo fatalny jest też moment: gdy sportowy świat chce surowo traktować dopingujących się oszustów wszelkiej maści – czy to z Rosji, z Kenii, Chin czy Jamajki - kolejna „wpadka” w złym świetle stawia nie tylko pojedynczych polskich sportowców. Z każdym kolejnym przypadkiem dopingu polski sport traci moralne prawo do sądzenia dopingującej się konkurencji. Niestety, wygląda na to, że nie jesteśmy od niej „lepsi”...


Szkoda, że akurat wczoraj afera z Bukowieckim zepchnęła w cień sukces innego starszego kolegi, Piotra Małachowskiego. Srebrny dyskobol igrzysk w Rio de Janeiro po raz czwarty w karierze triumfował w prestiżowym cyklu Diamentowej Ligi. Żaden inny polski lekkoatleta nie wygrał tej klasyfikacji choćby raz!

To świadczy o klasie lubianego przez niemal wszystkich „Małaszka”, co do którego uczciwości i klasy nigdy nie było cienia wątpliwości, a który swoje diamenty i medale wystawia na aukcje, z których dochód przekazuje na operacje dla chorych dzieci.


W piątek okazało się, że duży dzieciak Bukowiecki wciąż nie dorósł. Niestety czarne szaty Konrada przesłaniają postać dyskobola o złotym sercu.

Z tej samej kategorii