Pokolenie cudu

Kamil Stoch jest jednym z symboli pokolenia sportowców urodzonych w połowie lat 80., pierwszego dojrzewającego już w nowej rzeczywistości politycznej, epoce bumu gospodarczego lat 90. i otwarcia na świat, kształtującej także przeobrażenia w mentalności - pisze dziennikarz „Sportu”, Tomasz Mucha.

Skoki Narciarskie Konkurs Indywidualny - Puchar Swiata w Wisle
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

„Wspaniały”, „wielki”, „niezwykły”, „cudowny” „klasa sama w sobie” - komentatorzy prześcigają się w określeniach tego, co zrobił Kamil Stoch. Sportowy rok 2018 nie mógł się dla nas lepiej zacząć niż triumfem „Rakiety z Zębu” w Garmisch-Partenkirchen, poprzedzonym wygraną dwa dni wcześniej w Oberstdorfie. Polak znów na skoczni patrzy na wszystkich rywali z góry i ma szansę po raz drugi z rzedu wygrać Turniej Czterech Skoczni. Co więcej - na półmetku prestiżowej rywalizacji obserwatorzy skłaniają się do oceny, że stać go, by powtórzyć wyczyn Niemca Svena Hannawalda sprzed 16 lat, jedynego skoczka, który wygrał wszystkie cztery konkursy TCS.

 

Jasne, do tych wszystkich „ochów” i „achów” należy przykładać odpowiednią miarę - skoki narciarskie to dyscyplina popularna ledwie w kilku państwach europejskich i może jeszcze w Japonii, a marka Stoch nie jest i już pewnie nigdy nie będzie na skalę globalną.

 

Cokolwiek by powiedzieć, mówimy jednak o sporcie olimpijskim, który na przełomie wieków Adam Małysz wywindował na absolutny top zainteresowania w niemal 40-milionowym kraju. „W Polsce skoki narciarskie to sport numer jeden. Zawodnicy popularnością przebijają nawet piłkarzy” - przekonuje austriackich dziennikarzy trener naszej kadry, Stefan Horngacher.

 

Oczywiście, Robert Lewandowski i jego fani będą mieć w tej kwestii odmienne zdanie, zresztą bez wątpienia as reprezentacji Polski to sportowiec kojarzony w świecie o wiele mocniej niż najbardziej utytułowany obecnie skoczek na kuli ziemskiej. Ale już inni polscy piłkarze? Wielu z nich może mistrzom świata w drużynie pozazdrościć „fejmu”, poważania w narodzie i... wianuszka zarumienionych fanek, które jeszcze nie tak dawno walczyły o miejsce w kolejce do łaskawego spojrzenia „młodych, skocznych i z fantazją”. Charakterystyczne jednak, że apogeum sportowej kariery Stoch, Żyła, Kubacki czy Kot osiągnęli wraz z rozwojem osobistej dojrzałości i ustabilizowaniem sytuacji życiowej.

 

Jeszcze nie tak dawno prawie 31-letni dziś Stoch przejmował „pałeczkę” po Małyszu, a już niepostrzeżenie sam oswaja się z rolą mentora dla innych. Jest jednym z symboli pokolenia sportowców urodzonych w połowie lat 80., pierwszego dojrzewającego już w nowej rzeczywistości politycznej, epoce bumu gospodarczego lat 90. i otwarcia na świat, kształtującej także przeobrażenia w mentalności. To dzięki nim w sporej mierze światowe kariery stały się dziełem Stocha i Lewandowskiego (w tym roku 30.), ale także lekkoatletki Anity Włodarczyk (33), tenisistki Agnieszki Radwańskiej (29) czy koszykarza Marcina Gortata (34). Dziś te „cudowne dzieci” albo właśnie osiągają swój limit albo powoli dokonują rozrachunku, czy w zawodowym sporcie jeszcze jest dla nich miejsce.

 

Stocha na razie to drugie nie dotyczy, ale nie wiem, gdzie będzie szukał sportowej motywacji po igrzyskach w Pjongczangu, zresztą to nie temat na dziś. Jeżeli podwójny mistrz olimpijski nie straci formy, może powtórzyć wyczyn sprzed czterech lat z Soczi. Wtedy zostanie żywą legendą na miarę swojego kolegi ze skoczni Simona Ammanna - jedynego chyba narciarza niealpejczyka, który rozsławił w sportowym świecie Szwajcarię, dublując podwójne olimpijskie złoto. Bo niby czemu nie?!

Z tej samej kategorii