Epitafium na śmierć Krystiana

Krystian Rempala
 fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

Czarny sport dojmująco udowadnia swoje okrutne oblicze! Stał się nienasyconym potworem, który dla rozrywki pożera żużlowców.

Czarny sport dojmująco udowadnia swoje okrutne, funeralne oblicze! Stał się nienasyconym potworem, niechby współczesną mityczną Echidną (pół-kobieta, pół-wąż), która dla rozrywki pożera żużlowców. Od końca lat 50. trwa, z mniejszym lub większym natężeniem, śmiercionośny pochód dyscypliny, w której nakręcana do granic absurdu komercja i wyścig technologiczny generują tragedie. Wtedy to zafundowano sobie obiekt w Rzeszowie, z granitowym torem, pozwalającym zawodnikom rozwijać prędkości dotąd nienotowane. Podobny motyw towarzyszył stworzeniu w tamtejszej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego specjalnego biura, nastawionego na zbudowanie arcyszybkiej maszyny żużlowej, zdolnej przebić parametry i osiągi zagranicznych silników. A że zakład przy Lisiej Górze specjalizował się w produkcji silników lotniczych, pożenienie ich technologii i ciągu z żużlowym jednośladowcem przyniosło nadspodziewane rezultaty. Chodziło o to, by dosiadający „Exelsiorów”, „Jeepów” i „Jaw” musieli oglądać plecy jadących na rzeszowskich „FIS-ach”.

 

Granitowy tor i nowe silniki stworzyły w Rzeszowie prawdziwe cmentarzysko polskiego speedwaya. Raz przyśpieszający, raz zwalniający, ekstremalny kondukt, prowadzący zawodników do grobu lub do kalectwa, zaczął się 13 lipca 1958 roku. W trakcie meczu Stali z Górnikiem Rybnik doszło do wypadku przy wejściu na pierwszą krzywą, w wyniku czego zginął zawodnik gospodarzy, Stanisław Różański. Miał zaledwie 23 lata… Okropne zdarzenie nie wpłynęło na wrażliwość organizatorów feralnego meczu: trwająca walka lekarzy rzeszowskiego szpitala o jego życie biegła równolegle do kontynuowanej, jak gdyby nigdy nic, zaciekłej batalii na torze o punkty, startowe i premie!

 

Aliści nie tylko ściganie o ligowe punkty rodziło ryzyko wypadków; także spotkania towarzyskie i kontrolne miały tragiczne finały. W równy rok po śmierci Różańskiego, na tym samym feralnym torze, zginął Eugeniusz Nazimek, skoszony po swojej wywrotce przez jadącego na końcu stawki Stanisława Kaizera (mecz Stal-Legia Warszawa). W swoim czasie, ale dopiero po śmierci dziewięciu żużlowców na tym obiekcie, spowodowano konieczną jego przebudowę, zastępując granitową nawierzchnię tradycyjną. Kariery nie zrobił też silnik FIS, pobity przez zagranicznych producentów.

 

Od tamtych siermiężnych czasów, w których liczyły się masy, a jednostka była niczym, minęło z górą półwiecze. Problematyka bezpieczeństwa zawodników oficjalnie systematycznie pięła się w górę, nieoficjalnie zwyciężało przekonanie, że nigdy nie da się oderwać śmiertelnego ryzyka od tej odmiany wyczynu. Trzeba było dojść do budzącej grozę statystyki, nawiasem mówiąc ukrywanej przed opinią publiczną , żeby dyscyplina generująca wielkie przychody z imprez, zdobyła się wreszcie na rzeczywistą, efektywnie profilaktyczną inwestycję w postaci dmuchanych band. Tymczasem świat poznał grozę żużla i dawno temu przestał łożyć na jej popularyzację i rozwój. Tylko Polska, inwestując ponad miarę, porwała się na budowanie specjalistycznych obiektów i tylko w Polsce państwowe przedsiębiorstwa (wielkie spółki skarbu państwa) bez umiaru i refleksji łożą ogromne środki na kluby żużlowe. Niektóre z nich, jak choćby I-ligowa Wanda Nowa Huta, de facto nie potrzebuje bodaj jednego zawodnika-mieszkańca swego miasta; istnieje z chwilą, gdy z całej Europy i wielu stron Polski zjadą na tor przy ul. Odmogile (?!) doraźnie wynajęci wykonawcy show, który ma nasycić żądnych ekstremalnych emocji widzów. Nie dziwota, że polska ekstraliga to eldorado dla zawodników z trzech kontynentów, którzy od lat uczestniczą w wielkiej kośbie twardej waluty leżącej na naszych torach. Ci, którzy pociągają za sznurki tego biznesu, dobrze też wiedzą, że śmiertelny wypadek na torze podsyca niezdrowe instynkty widowni i przyciąga dodatkowe tłumy. W obłędnym zaniku zbiorowego instynktu samozachowawczego najważniejszym motywem jest nasz prymat w świecie. Rzeczywiście, z roku na rok, zmniejsza się siła konkurencji, ale wytłumaczenie jest proste jak konstrukcja żużlówki: gdzie indziej speedway traktowany jest wyłącznie jako zajęcie dla szaleńców i samobójców…

Z tej samej kategorii