Zakład z profesorem Filipiakiem. Czy bank da kredyt?

Nadzieja na zwycięstwo w tym, że polscy piłkarze wciąż stoją w kolejce do wpisania się do Panteonu tych, którzy swą grą zrobili wynik narodowej reprezentacji.

Porażka w zakładzie z profesorem Filipiakiem może okazać się kosztowna.
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Najwyższa pora przestrzec wszystkich hurraoptymistów i skrajnych pesymistów, snujących swoje fantazmaty, zwłaszcza że na dwoje babka wróżyła… Ten kolejny, następujący po sobie, finałowy turniej o mistrzostwo Europy przebiegnie przecież wedle odmiennej formuły, w której zawarta jest znana szydera: „3 mecze - pierwszy otwarcia, drugi o wszystko, trzeci o honor”…

Nie znaczy to bynajmniej, że medalowe prognozy, formułowane przez niektórych znawców przedmiotu, mają racjonalne uzasadnienie. Ten zeppelin taniego optymizmu szybuje nad naszą zbiorową świadomością przede wszystkim z powodu niedocenienia grupowych rywali. Niewybaczalnym błędem jest lekkie traktowanie reprezentacji Niemiec - głównego faworyta turnieju. Tymczasem kadra Loewa, zdając sobie sprawę ze swego statusu, kombinuje jak koń pod górę, by stworzyć wrażenie kryzysowego stanu, w jaki niby popadła. Od chwili, kiedy Niemcy zdołali wyprowadzić w pole niezwyciężoną jedenastkę Gustawa Sebesa podczas mistrzostw świata w Szwajcarii (1954), przegrywając z nią mecz grupowy 3:8 po to, by wygrać finał 3:2, minęło 6 dekad, a oni wciąż uchodzą za mistrzów kamuflażu.

Byłbym bardzo ostrożny w budowaniu poczucia łatwizny stojącej przed Nawałkowcami w spotkaniu z Ukrainą… Jako osobnik zakotwiczony jedną częścią świadomości w tematyce polsko-ukraińskiej, pilnie wypatrujący rzeczywistości rozgrywającej się na wschód od przygranicznej i rodzinnej Ziemi Przemysko-Sanockiej, wiem jak wielkie nadzieje wiążą Ukraińcy z tegorocznym Euro. Im szczególnie idzie o potwierdzenie narodowej dumy, albowiem chwila historyczna tego od nich wymaga. Ponadto wiadomo, że w Kijowie zaangażowano do przygotowań reprezentacji potężne środki, daleko odbiegające od powszechnie odczuwanej przez społeczeństwo biedy i gospodarki niedostatków. Kadrowiczom nie brakuje manny z nieba i z tego tytułu, naszym faworytom (?) należy się odpowiednia dawka mobilizacyjnej refleksji. Szkoda, że na tę okoliczność nie ma już naszej kadrze tego drugiego Lewandowskiego - Mariusza, doświadczonego specjalisty od klubowego futbolu ukraińskiego…

Z tej samej kategorii