Ścieżka zdrowia w Niecieczy

Piłkarze Górnika po "spotkaniu" z kibicami w Niecieczy
 źródło: Pressfocus

To, co spotkało piłkarzy Górnika Zabrze po spotkaniu z Termalicą, było nawiązaniem do wiadomych wzorców, polegających na zabijaniu elementarnej godności.

Znając filozofię i pragmatykę jego domowego wychowania, presja, jakiej poddany był piłkarz Sebastian Steblecki („Turbokozak”) po meczu w Niecieczy, musiała wywołać okrutną traumę. Syn naszego hokeisty - olimpijczyka Romana, człowieka przyjaznego i wielce empatycznego, tudzież subtelnej i wrażliwej krakowskiej damy, zapewne pierwszy raz w życiu spotkał się z tak upokarzającym potraktowaniem. To była dla niego i kolegów ścieżka zdrowia, w najgorszym stylu, wprost nawiązująca do wiadomych wzorców, polegających na zabijaniu w człowieku elementarnej godności.
Zachodzę w głowę, jaka siła kazała zawodnikom Górnika zawrócić z drogi do szatni i pomaszerować kajdaniarskim krokiem do stadionowego płotu, by tam posłuchać aktu oskarżenia polegającego na odczłowieczającym ich bluzgu. Stali karnie ze zwieszonymi głowami, po cichu kibicując ochroniarzom, którzy przy użyciu gazu zapobiegli linczowi, do którego rwali się najbardziej krewcy kibice. Na ziemi niczyjej miotał się bramkarz Kasprzik, raz ściskając się z oprycznikami, raz zasłaniając ich przed miotaczami gazu. Postarał się grać rolę masochisty, z dobrodziejstwem inwentarza przyjmującego zbiorowe upodlenie, na kolanach dziękując w imieniu drużyny za psychiczne przeczołganie. On akurat nie musiał czekać na rozkaż obnażania się i oddawania koszulek w akcie ekspiacji. Własnowolnie się rozebrał i po końcowym gwizdku demonstracyjnie pozostał na murawie, zamiast pójść do szatni. Odstawił histeryczne pokajanie, płacząc, bijąc się w piersi i głową o ziemię.
Tymczasem, gdyby w swoim czasie przeciął lot piłki, zmierzającej ku napastnikowi Kędziorze, jedną pięścią odsunąłby od drużyny podwójną degradację: sportową i psychiczną… Na ten pożałowania godny spektakl pohańbienia zabrała się cała ławka wraz z trenerem Janem Żurkiem, który tym samym zatwierdził prawo kibiców do poniżania jego zawodników! Patrzył na to wszystko z VIP-owskich rzędów prezes Marek Pałus, sparaliżowany skutkami porażki z Termalicą. Będąc w stałej łączności z wydarzeniami na wrocławskim stadionie, daremnie czekał 94 minuty na Godota-snajpera. Mógł wydać polecenie drużynie, aby nie zaspokajała krwiożerczych apetytów półtoratysięcznej armii kibiców, aliści nie wiadomo, czy dyspozycja byłaby wykonalna. Rozpisywane na głosy chóralne stwierdzenie: ”Górnik to my!”, w tym akurat przypadku od dawna znajduje akceptację piłkarzy.

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~Nocny jastrząbUżytkownik anonimowy
~Nocny jastrząb :
No photo~Nocny jastrząbUżytkownik anonimowy
Panie Niemiec, proszę nie mylić faktów i nie bronić tego żałosnego prezesa. Pałus został prezesem Górnika tego samego dnia, co Ojrzyński trenerem. Czyli pan prezes akceptował wszystkie transfery tego trenera-niedołęgi. Jest zatem winny w tym samym stopniu co Ojrzyński, a może nawet bardziej, bo dał mu praktycznie nieograniczoną władzę.
22 maja 16 13:58 | ocena:90%
Liczba głosów:10
90%
10%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~MusashiUżytkownik anonimowy
~Musashi
No photo~MusashiUżytkownik anonimowy
do ~Iras:
No photo~IrasUżytkownik anonimowy
22 maja 16 13:31 użytkownik ~Iras napisał
Słabi zwodnicy i kibice pajace.Słuszny drugi poziom rozgrywkowy!
Racja, to patałachy i faceci bez jaj, czyli dziewczynki. Gdyby kibole kazali im oddać żony i dziewczyny, ze strachu pewnie też by to zrobili. Wstyd i hańba.
22 maja 16 13:51 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~IrasUżytkownik anonimowy
~Iras :
No photo~IrasUżytkownik anonimowy
Słabi zwodnicy i kibice pajace.Słuszny drugi poziom rozgrywkowy!
22 maja 16 13:31 | ocena:60%
Liczba głosów:10
60%
40%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii