Sukces Kerber? Popłuczyny propagandy sukcesu

Angelique Kerber - bardziej Niemka, czy Polka?
 źródło: AFP

Razi ten polski sztuczny rozgwar medialny wokół sukcesu niemieckiej tenisistki. Typowy pico-fotomontaż.

 

W ogólnonarodowej melancholii zrodzonej z zawodu po porażce starszej Radwańskiej z młodszą Williams przyszło niespodziewane pocieszenie i lekarstwo w postaci zwycięstwa Angelique Kerber. Dziwię się tej zastępczej satysfakcji, albowiem jej triumf w Australian Open jest niepodzielny, a został odniesiony na chwałę i wyłączne konto Niemiec. Tym bardziej razi sztuczny rozgwar medialny, mający na celu dopisanie się do cudzego osiągnięcia. Nagle przypomniano sobie o podpoznańskim Puszczykowie, o dziadku tenisistki, którego przedstawiono jako właściciela kompleksu tenisowego, na którym wyszkolono wschodzącą gwiazdę światowego tenisa, objawiono trenera, pod ręką którego zawodniczka z wielkopolskiego miasteczka osiągnęła globalną formę. Typowy pico-fotomontaż, popłuczyny propagandy sukcesu na siłę.
Objawiona prawda zalicza się, niestety, dopiero do trzeciego jej gatunku (wedle klasyfikacji ks. prof. Józefa Tischnera: „g… prawda”). Oświadczenie Polskiego Związku Tenisowego nie pozostawia złudzeń. Zawodniczka w swoim czasie miała przedstawioną propozycję występowania w polskich barwach, na warunkach przypisanych Radwańskiej, ale je odrzuciła, wybierając opcję niemiecką. Nic to, że odmowa wygłoszona została czystą polszczyzną, zwłaszcza że większość familii oddycha wielkopolskim powietrzem, jej autorka płaci podatki w naszych urzędach skarbowych i wywiera presję na rynek towarów luksusowych… Mamy do czynienia ze świadomym wyborem, opartym na ewidentnej kalkulacji ekonomicznej, który w zjednoczonej Europie nie jest niczym dziwnym, poza przypadkiem reinterpretacji motywów dokonanego wyboru.

Z tej samej kategorii