Zawężanie frontu: nie dla nas!

Czy finansowanie sportu zostanie w Polsce postawione na głowie?
 /  fot. Rafal Jacniak  /  źródło: Pressfocus

Szykuje się rewolucja w finansowaniu polskiego sportu? I podążanie ścieżką węgierską, gdzie postawiono na kilka dyscyplin?

Generalnej oceny odgórnej na razie nie ma… Powracających z Rio medalistów na salonach Belwederu nie widać, pani premier 11-osobowej masówki w Urzędzie Rady Ministrów też nie zwołała. Znaczy: władza, która wyśrubowała premie za medalowe krążki na poziom w Polsce niespotykany, czuje jednak skrywany zawód. Tak przynajmniej wynika z oświadczenia ministra Witolda Bańki, który zapowiadając rewolucję w podejściu do poszczególnych konkurencji olimpijskich, ześlizgnął się na ścieżkę węgierską. Bratankowie bowiem, znani niegdyś z wszechstronności w sukcesach olimpijskich, od jakiegoś czasu zawęzili front preferencyjny i skoncentrowali się na zasobie dyscyplin uprawianych na wodzie. Trochę to nienaturalne, jak na kraj pozbawiony dostępu do morza, ale widać, że Dunaj, Cisa i Balaton, plus gęsta sieć basenów, daje podstawę do korzystnego skrzywienia.
Nasz minister również chce preferować dyscypliny „medalodajne”, przez co rozumie koncentrację środków dla takich związków sportowych, których reprezentanci mogą na igrzyskach zdobyć nie jeden medal, jak np. przedstawiciele gier zespołowych, ale takich, jak na przykład gimnastyka sportowa i artystyczna, sporty wodne (pływanie, kajaki, wioślarstwo, surfing), lekka atletyka, może sporty walki: dżudo, boks, zapasy itp.
Na użytek niniejszego felietonu taki radykalizm w poglądach głównego zarządcy pieniędzy państwowych, wydawanych na sport olimpijski, uważam za chybiony. Polska tradycja demokratyczna stawia wszystkie dyscypliny sportowe na jednakowym poziomie, daje im równe szanse i nie ma potrzeby przeorganizowywać systemu ich finansowania, zwłaszcza z powodu olimpijskich niepowodzeń w tej czy innej gałęzi wyczynu. Nie chodzi nawet o medalowe plonowanie na igrzyskach, jeno o harmonijny rozwój młodzieży i jej dostęp do wybieranych dowolnie rodzajów sportu, zgodnie z predyspozycjami, które w 40-milionowym narodzie mogą być najrozmaitsze. Próby odgórnego hierarchizowania dyscyplin sportowych, na podstawie prognoz ich efektywności na igrzyskach, próbowała ogłaszać i wdrażać pani minister sportu Joanna Mucha, kompletna ignorantka, której suflowano najrozmaitsze brednie, a ona je łykała jak bocian żaby!

Z tej samej kategorii