Lec z honorem - pod Niecieczą

Piłkarze Termaliki mają ostatnio wiele powodów do radości.
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Obyczaje kibiców Termaliki Bruk-Bet Nieciecza są kompletnie odmienne od standardów, jakie panoszą się na innych stadionach.

Lepszej promocji Nieciecza mieć nie będzie: pofatygował się do niej superkibic warszawskiej Legii - „Staruch” - i poprowadził poglądową lekcję dopingu, godnego ekstraklasy. Korepetycje przypominały poniekąd zajęcia dla analfabetów, wszak kibice Termaliki szczęśliwie zachowują dziewiczy wstyd i nie dopuszczają do swojego repertuaru wulgarnego słownictwa. Daje to niepowtarzalny komfort tym wszystkim, którzy mają dość tego tumultu, łoskotu i 90-minutowego chorału pełnego obelg, wulgaryzmów i nienawistnego bluzgu. Stadion w Niecieczy jest czymś w rodzaju eksterytorialnego skrawka futbolowej Polski, na którym wciąż obowiązują standardy obiektu kultury fizycznej! Jak długo zdzierży w tej postawie publika, tego nie wie nikt, albowiem poddawana jest systematycznej edukacji naśladowczej i kiedyś może pęknąć.
Na szczęście - jako arcydebiutant na mapie socjogramów międzyklubowych - do deprawacji ma daleko. Na dobrą sprawę jedynymi kandydatami, z którymi mogłyby łączyć z Niecieczą negatywne relacje, pozostają kluby z pobliskich Żabna i Radłowa (Polan i Radłovia). Aliści w ich przypadku potencjalnym motywem „kosy” jest zadawnione poczucie wyższości owych galicyjskich miasteczek, dziś w całości wymazane eksplozją ligowego pochodu sąsiedniej Termaliki. Można nawet z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że i Żabno i Radłów są epicentrum emocjonalnych wpływów niecieckiego fenomenu, który rozciąga się po Rzeszów, Mielec, Tarnobrzeg, Tarnów, Bochnię, nie mówiąc o Kłaju, Pcimiu i Pacanowie.

Z tej samej kategorii