Nowa ambona w Arłamowie

Arłamów - najważniejsze dziś miejsce w Polsce.
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Kto był sławniejszym lokatorem ośrodka - Lech Wałęsa z pilnującymi go esbekami czy może Robert Lewandowski z gronem kolegów-szpilerów?

Przybycie piłkarskiej kadry do Arłamowa - znad morza, z powietrza i drogą lądową - stawia historyków i politologów przed nie lada wyzwaniem. Będą mieli teraz za zadanie sformułowanie odpowiedzi na pytanie: kto był sławniejszym lokatorem ośrodka - Lech Wałęsa z pilnującymi go esbekami czy może Robert Lewandowski z gronem kolegów-szpilerów? Epizodyczni bywalcy typu prezydenckiego: Francuz Giscard d’Estaing czy Jugol Broz-Tito szans żadnych nie mają, tym bardziej Gierek z Jaroszewiczem, którzy z ambon polowali na wystawiane pod lufy zwierzęta.

 

Jak uczy doświadczenie Polaków, znowu będziemy mieli do czynienia z dwoma odmiennymi punktami widzenia, wywodzącymi się ze szkół historycznych: krakowskiej i warszawskiej. Kłopot polega na tym, że przywódca „Solidarności” podlega przeszacowywaniu swego autorytetu i jeszcze tylko krok dzieli go od wrednie narzuconego statusu agenta, zaś akcje kapeli Lewandowskiego rosną z dnia na dzień. Istnieje nawet szansa, że po francuskich mistrzostwach nastąpi zasadnicza zmiana w ogólnoświatowej recepcji najsławniejszych Polaków. Z pierwszego miejsca nie spadnie oczywiście Karol Wojtyła, gdyż jako Święty Pański pozostaje pewniakiem, ale na miejsce drugie, po Wałęsie, może wskoczyć właśnie „Lewy”, mając za plecami Bońka.

 

Z podobnym zjawiskiem radykalnej zmiany całkiem niedawno mieliśmy okazję zapoznać się na stadionie Cracovii. Tam doprecyzowano (na gigantycznej sektorówce) aktualny ranking klubowych świętych, inspirowany zachwytem, wywołanym zakwalifikowaniem się „Pasów” do europejskich pucharów. Owszem, na trzech czołowych miejscach utrzymali się Jan Paweł II, marszałek Józef Piłsudski i Józef Kałuża, ale już na kolejne wyniesieni zostali niespodziewanie prof. Janusz Filipiak - aktualny właściciel i prezes klubu - i jego poprzednik Paweł Misior, którego zasługą jest wymyślenie Filipiaka. Dotąd, w rankingu prezesów, najwyżej stały notowania legendarnego, pierwszego szefa PZPN, równocześnie prezesującego Cracovii - dra Edwarda Cetnarowskiego, a także architekta powojennej (1947-50) dominacji „Pasiaków” w wielu dyscyplinach - Stanisława Żura, tępionego przez partyjnych urzędników za mieszczańskie odchylenie w kulturze fizycznej. Ponieważ jednak „młynarze” na stadionie przy Kałuży pamięć z natury rzeczy mają krótką, trzeba ich pochwalić za to, że przyjęli do wiadomości fakt istnienia Cracovii przed epoką „Comarchu”.

Z tej samej kategorii