Sceptycznie o dalekich pchnięciach kulą

Michał Haratyk ni stąd niz zowąd osiągnął fantastyczne wyniki.
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Byłaby okazja do entuzjazmu z powodu narodzin następcy 2-krotnego złotego medalisty igrzysk - Tomasza Majewskiego. Ale...

 

Gdyby nie artykuł Radosława Leniarskiego, który w Gazecie Wyborczej przedstawił obszerną historię i anatomię koksowniczych przypadków Szymona Kołeckiego, byłaby okazja do entuzjazmu z powodu narodzin następcy 2-krotnego, złotego medalisty olimpijskiego w rzucie kulą - Tomasza Majewskiego…
Dzisiejszy prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów wspomagał swój niewątpliwy talent niedozwolonymi preparatami już od wieku juniorskiego, aż doszedł do statusu recydywisty. Dzięki wpływom naszych działaczy związkowych zdołano zatuszować kompromitację posiadacza dwóch srebrnych medali olimpijskich. Jednemu z nich kolega Kołecki odwdzięczył się na swój sposób, obalając go ze stołka prezesa naszej narodowej federacji. Stanął na czele zawodniczej grupy interesu, której ważnym punktem programu wyborczego było stosowanie niewykrywalnych środków dopingujących jako metody budowania potęgi polskiej sztangi.
Artykuł Leniarskiego, starannie podbudowany dokumentacyjnie, z troską o dochowanie wierności zasadzie wysłuchania drugiej strony, napisany jest z przekonywującą swadą i pobudza wyobraźnię… Nietrudno było go skojarzyć z rozpowszechnioną równolegle informacją o rewelacyjnym wyniku krakowskiego miotacza kulą, Michała Haratyka, który na mityngu Pedros Cup skasował czołowych zawodników z Majewskim na czele. Wynik 21.35 cm uzyskany przez szerzej nieznanego sportowca z krakowskiego AZS AWF otwiera dziś światową listę wyników zimowego sezonu i daje naszej reprezentacji kandydata do medalu na zbliżających się mistrzostwach świata w Portland. Nic, jeno zacierać ręce do oklasków, odsłaniać szczegóły anatomii sukcesu, osiągniętego w środowisku, które do tej pory nie miało tradycji szkolenia miotaczy.
Za tym sensacyjnym wynikiem kryje się jednak ździebko sceptycyzmu. Zawodnik nieszkolony centralnie i utrzymywany, jak powiada, przez rodziców i dziadków, musi „jechać” na podwójnym kotlecie schabowym z kapustą, co nie sprzyja higienie żywienia sportowców, szczególnie w siłowych dyscyplinach. Podglądałem niegdyś Władysława Komara na stołówce bielańskiego Centralnego Ośrodka Sportowego i wiem, co jadają miotacze kulą, szykując formę i jakie koszty ich jadłospis generuje. W stricte domowych warunkach trudno marzyć o podbijaniu świata, tym trudniej, że te aspiracje mają się materializować pod nadzorem trenera ze średniej półki wtajemniczenia zawodowego.
Haratyk wyskoczył tak gwałtownie, że nawet baczni obserwatorzy dyscypliny mieli na mityngu niepewne miny. Progresja wyniku w tej dyscyplinie wymaga nie tylko adekwatnego pomnożenia potencjału najważniejszej dla miotaczy cechy motorycznej, jaką jest siła, ale też optymalnego jej skomponowania z szybkością, którą poprawia się latami wielkim nakładem pracy. Przepraszam, ale trudno dać wiarę cudowi 3-metrowego postępowi w dwa sezony. Dlatego, dopóki zawodnik nie przejdzie bezpiecznie przez wiadome testy, wyrażam z taką pewną nieśmiałością zdziwienie, z góry przepraszając za zakłócenie komfortu dobrej nowiny.
Nie wmawiam Haratykowi powtórki z casusu sprintera-pływaka z Zielonej Góry, którego oszałamiające wyniki w roku przedolimpijskim wzięły się, niestety, wprost z nieodpartego w swoim czasie pokuszenia sztucznego poprawiania swojej sprawności fizycznej. Jednakże jako osobnik korzystający z przywileju wcześniejszego urodzenia bywałem zmuszany do wiary w niewinność maratończyka Niemczaka, ciężarowca Kaczmarka, hokeisty Morawieckiego, piłkarzy z młodzieżówki Janusza Wójcika i całej legii naszych rodzimych koksiarzy. Przywykłem do fabularnych opowieści o zainfekowanym wiertle dentysty, nieświeżym paszteciku do barszczyku, pomylonych proszkach łykanych na przeziębienie, a nawet o spisku zazdrośników, którzy chcieli skompromitować „Narodowego”, dosypując jego podopiecznym prochy do kawy. Moja znieczulica tak okrzepła przez minione lata, że kiedy niedawno podpadł piłkarz Cracovii, którego bardzo ceniłem za inteligencję w grze - Dawid Nowak, ani przez sekundę nie pomyślałem o pomyłce. Właśnie z tych licznych powodów chciałbym uniknąć mądrości po szkodzie i stawiam znak zapytania jako pointę do zdziwienia.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii