Nie grają wyłącznie na czarnych klawiszach

Na polskich boiskach coraz więcej piłkarzy z dalekich krajów.
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Oczyma wyobraźni widziałem w grasantach z Libii I Syrii, nie islamistów i terrorystów, jeno przyszłe gwiazdy futbolu.

Moja wąsko zorientowana mentalność futbolowa w pewnym momencie zawyła z zachwytu, a stało się to w szczycie wędrówki ludów ku europejskiemu centrum. Nie bacząc na przestrogi Oriany Fallaci, na sylwestrowe wydarzenia w Kolonii i na instalowanie zasieków na południowej granicy Węgier, oczyma wyobraźni widziałem w grasantach z Libii I Syrii, nie islamistów i terrorystów, jeno przyszłe gwiazdy futbolu. Już jako pacholę, z wypiekami na ustach, zaczytywałem się w doniesieniach o kunszcie egzotycznego, francuskiego piłkarzu Ben Barka, rodem z Maghrebu, a potem z biegiem lat, z biegiem dni, zdobywałem przekonanie, że w zasadzie, na takich graczy, jak Eusebio czy Zidane, nie ma ludzkiej siły, przynajmniej tej w europejskiej wersji…
Więc kiedy pani premier Kopaczowa dała słowo liderom Unii Europejskiej, że przyjmie do Polski, w ramach relokacji uchodźców, około siedmiu tysięcy syryjskich uciekinierów, pomyślałem: dobra nasza. Niechby w każdej setce znalazło się paru zdolnych do piłki dzieciaków, to wychowamy z nich, tak jak Szwajcarzy z imigrantów, kandydatów do narodowej reprezentacji. Zwycięża jednak, jak z tego widać, koncepcja oblężonej twierdzy, w której brysie, delegowani przez państwo islamskie, mogliby zabierać Polakom robotę, gwałcić nasze żony i córki, a od czasu do czasu wysadzać się powietrze, zabierając na tamten świat setki naszych rodaków. Wychodzi też na to, że drugi Olisadebe nam się już nie przydarzy, co niektórych napawa szczerym przygnębieniem.
Okazuje się wszelako, że nie wszystko stracone! Cienka strużką indywidualnej peregrynacji międzykontynentalnej płynie w naszą stronę piłkarski przypływ kadrowy. Przewidział ten globalizacyjny proces PZPN, dopuszczając do gry limitowaną dla każdego klubu liczbę zawodników spoza Unii Europejskiej. Rolę filtracyjną zlecił regionalnym strukturom związkowym, które owiane wszakże chrześcijańskim duchem i kierujące się słowami papieża Franciszka, przygarniają z równym animuszem grekokatolików z Ukrainy i animistów z Afryki. Mają prawo ustalić niezbędność danego dżentelmena w polskiej piłce, a tym samym w Rzeczpospolitej, więc w zasadzie klubom wnioskującym rejestrację nie odmawiają. Na przykład na małopolskim terenie obserwacyjnym widać wyraźnie czołówkę klubów aktywnie odpowiadających na wyzwania współczesności. Prym wiodą czwartoligowcy z Zembrzyc, Skawiny, Michałowic, przygarniając graczy z Nigerii i okolic. W niektórych przedsięwzięciach dochodzi do sensacji natury proceduralnej, takiej na przykład, jak rejestrowanie kilku czarnoskórych zawodników menedżera Ibrahima Sundaya (niegdyś zawodnika Wisły, z mistrzowskiego składu) na podstawie jednego (!) certyfikatu…

Z tej samej kategorii