Z troską o trzeciej władzy. Sędziowie wydają werdykty na oko

Szymon Marciniak
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Dziś mamy pół plutonu etatowych profesjonalistów, a nawet ci machający chorągiewką na bocznej linii, za 90 minut przebieżek tam i nazad kasują kwoty, na które ludzie w naszym kraju zapieprzają cały miesiąc.


W kwestiach ocen występów arbitrów piłkarskich od dawna staram się zachować stoicki spokój i horacjańską równowagę ducha. Szczególnie w ostatnim czasie, kiedy chwieje się cała władza sądownicza w kraju, a najważniejszy arbiter, czyli profesor Andrzej Rzepliński, szef Trybunału Konstytucyjnego, przez okrągły rok uchodził za wroga publicznego nr 1. Nie zamierzam stawać w jednym ordynku z tymi, którzy świętują z powodu jego odejścia na emeryturę i na tydzień przed Wigilią wznoszą pean o „truchlejącej mocy”.
Co nie znaczy, że gdyby ktoś urządził marsz protestujących przeciwko fuszerkom władzy sądowniczej na boiskach piłkarskich z kopyta nie ruszam na demonstrację. Albowiem, wbrew powszechnej opinii, piłkarska Temida z rundy na rundy zdziera przepaskę z oczu i zaczyna wydawać werdykty na oko, wedle bardzo rozciągliwego uważania. To z tego powodu wciąż jeszcze na stadionach widzowie nie zapominają krytycznej, śpiewanej frazy, dotyczącej nakazu obcowania płciowego z PZPN, obsadzanego w roli dymanego.
Syntetycznym ujęciem i podsumowaniem negatywnych poczynań panów z gwizdkiem na stadionach ekstraklasy jest tzw. „niewydrukowana tabela” prowadzona przez portal „Weszło”. Odbiega ona coraz bardziej od wyników orzekanych przez aparat najwybitniejszych funkcjonariuszy Polskiego Kolegium Sędziowskiego i stanowi podstawę do ich uzasadnionej krytyki. Parę sezonów temu panowało przekonanie o zbawczym panaceum na słabiznę arbitrów, jakim miało być uzawodowienie posługi sędziowskiej. Jak się sypnie czarnym kasiorki, mierzonej ministerialną pensją, to goście będą się pilnować, solidnie trenować, dbać o niską tkankę tłuszczową ciała i wysoki poziom moralno-etycznej wydolności… Dziś mamy pół plutonu etatowych profesjonalistów, a nawet ci machający chorągiewką na bocznej linii, za 90 minut przebieżek tam i nazad kasują kwoty, na które ludzie w naszym kraju zapieprzają cały miesiąc. W zamian za to nie muszą łasić się na lewiznę fryzjerską, darowizny lokowane w bagażniku, a dokładniej - w zapasowych kołach i oponach tam zamontowanych.

Z tej samej kategorii