Obniżam ranking „Fryzjera”!

LKS LODZ - POLONIA WARSZAWA
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Miałbym nie lada kłopot, gdyby mi przyszło wybrać postać, która byłaby uosobieniem korupcji, pleniącej się w polskim futbolu w ostatnim półwieczu… Owszem, osoba Ryszarda Forbricha, sztucznie podbarwiana i dramatyzowana przez ksywę „Fryzjer”, zapadła w zbiorową świadomość niesłychanie mocno, a ponadto została zestygmatyzowana wyrokiem sądowym.

Osobiście nigdy nie wierzyłem, że zohydzona persona sama z siebie stworzyła system pajęczych powiązań sędziowsko-działaczowskich, kręcących lody w latach 90. Na początku była przede wszystkim fabryka kuchenek czteropalnikowych Amica, której zarządcy bardzo chcieli zaistnieć w wielkiej piłce. Orientowali się w temacie na tyle, żeby zrozumieć konieczność uruchomienia dźwigni przekupniczej, działającej na ich korzyść. Sami nie chcieli brudzić sobie rączek niecnymi poczynaniami, więc znaleźli lokalnego entuzjastę z sumieniem w stanie zaniku i zapalili mu zielone światło. Dali do ręki kasę i postawili konkretne zadania sportowe.
„Fryzjer” okazał się utalentowanym przekrętem. Nie tylko zhołdował sobie środowisko sędziowskie, ale zabezpieczył tyły w postaci kupienia ważnych w branży dziennikarzy sportowych, piszących autorytatywnie o futbolu ligowym. Gwarantował im nie tylko darmowe zaopatrzenie w sprzęt gospodarstwa domowego z dostawą do domu, ale przede wszystkim bankiety na krzywy ryj w specjalnym pałacyku pod Wronkami. Mecze - kluczowe dla losów wronieckiego klubu - poprzedzane były kurewskimi seansami, na które przybywały z Poznania opłacane dziwki! W trakcie prokuratorskich czynności rodziły się więc fabuły z pogranicza środowisk apaszowsko-burdelowych…
”Fryzjer”, sprawdziwszy się w służbie własnego klubu, poszedł w szerszą działalność gospodarczą, oferując usługi szerokiemu spectrum ligowemu. Był jednak, tak przynajmniej uważam, odtwórcą cudzego pomysłu i miałby problemy z opatentowaniem crime-technologii jako osobistego wynalazku. To - siłą rzeczy - obniża jego szanse na najwyższe podium festiwalu korupcyjnego w Polsce. Na mój rozum i pamięć, absolutnym mistrzem Polski w załatwianiu najbardziej wyrafinowanych oczekiwań klientów w handlu wewnętrznym punktami w Lidze był Alojzy Jarguz. W ostatnim wywiadzie wspomina bez cienia zażenowania, jak został sędzią międzynarodowym. Załatwił mu to członek Sekretariatu KC PZPR Zdzisław Żandarowski - funkcjonariusz nadzorujący struktury sportowe w PRL lat 70. Jako częsty gość domu wczasowego w Mikołajkach, gdzie Jarguz był kierownikiem, kiwnięciem małego palca nakazał spełnić ambicje gościnnego gospodarza zajazdu. Nic to, że nie znał on języka obcego, a polskim posługiwał się w dialekcie koszarowym, jako zawodowy podoficer służb kwatermistrzowskich; wtedy ważne okazywało się, kto za nim stoi!
Ówczesny szef Kolegium Sędziowskiego PZPN Stanisław Eksztajn wiedział dobrze, że takiej rekomendacji się nie lekceważy… Jarguz z takimi plecami wziął się za ręczne sterowanie najważniejszymi meczami ekstraklasy. Nie za friko, jednakże… Pytany przez dziennikarza „Sztandaru Młodych”, czy spotyka się z przejawami przekupstwa z rozczuleniem wyznał, że podczas meczu Widzew - Bałtyk namacał w kieszeni spodenek pokaźny zwitek banknotów… Sparzona tym dotykiem ręka, w przerwie meczu, pieniądze zwróciła dawcy. Indagowany na okoliczność, kto był tym dawcą i skąd wiedział, że to jego sprawka, wyłgał się od odpowiedzi!
Po moim felietonie w „Tempie”, obnażającym hipokryzję Alojzego, podał mnie do sądu, jednocześnie uruchamiając sztafety obronne po linii politycznej. W centrali RSW Prasa-Książka-Ruch zagrożono mi wyrzuceniem z pracy, w Wydziale Prasy, Radia KC PZPR zastępca kierownika, jednocześnie kierownik reprezentacji piłkarskiej Polski Edward Dębicki - pogonieniem z zawodu. Argumentował konieczność wywieszenia białej flagi na procesie sądowym: „Co ty, kurwa, chcesz wygrać sprawę i udowodnić przekupstwo arbitrowi, który reprezentuje kraje socjalistyczne na mundialu w Argentynie?!
Za jakiś czas „Piłka Nożna” przedrukowała mój felieton z „Tempa”, gdzie wróciłem do sprawy i alarmowałem o szerzącej się zarazie. Odpowiedział mi Jarguz, twierdząc, że najlepszym panaceum na korupcję jest - uwaga, uwaga! - wysoki stopień upartyjnienia wśród sędziów piłkarskich! „Fryzjer” nie umywał się do niego, pod żadnym aspektem. Nie miał żadnego powiązania z wysokimi sferami polityczno-administracyjnymi. Działał już w innej Polsce, nie mógł korzystać z ich parasola ochronnego, nad głową wisiały mu już paragrafy uruchomione od 2003 roku.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~pinokioUżytkownik anonimowy
~pinokio :
No photo~pinokioUżytkownik anonimowy
Ech panie Niemiec...wciąż grasz pan elokwentnego dziennikarza-felietinistę, który jako jedyny widzi co się dzieje...I cóż żeś pan zrobił przez te wszystkie lata, jako działacz?.Tak, działacz siedzący po uszy w tym bagnie, a udający że to nie ja, to oni...Kończ waść.
8 maja 19:36 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Panie Niemiec, tym razem pana mocno poniosło.
8 maja 17:49 | ocena:80%
Liczba głosów:5
80%
20%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~genoUżytkownik anonimowy
~geno :
No photo~genoUżytkownik anonimowy
Końcówka brzmi jak kopia Tomka Jagodzińskiego z "Cwaniaczku nie podskakuj"...
8 maja 12:43
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii