Kszczotowi czapką do ziemi się kłaniam

Adam Kszczot po zdobyciu w Amsterdamie złotego medalu ME.
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

Nasz mistrz Europy zakpił sobie z wiernopoddańczej narracji dziennikarskiej, w której jest miejsce na infantylne informowanie czytelników o kolejnych posiłkach reprezentacji futbolowej.

 

Posypuję sobie głowę popiołem za to, że nie pojechałem na lotnisko w Balicach, by powitać Adama Kszczota, biegacza, który po raz drugi zdobył mistrzostwo Europy na 800 metrów. Dubeltowy triumfator przybył do nas prosto z Amsterdamu i - niestety - nie zastał na balickim skrawku polskiej ziemi, ani orkiestry, ani rzeszy fanek, wołających o autograf mistrza, ba, nawet prezes Krakowskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki nie poczuł się w obowiązku stanąć przy samolotowych schodkach z wiązanką kwiatów.
Biorę winę na siebie, bom powinien tam warować z wielu powodów. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa! Odkąd w licealnym wieku trenerzy wyperswadowali mi upierdliwe męczenie opornego organizmu w celu osiągnięcia II klasy sportowej na tym dystansie, z zawiści zostałem fanem wszystkich biegających na dwa okrążenia stadionu. Na własne oczy widziałem finisz Zbyszka Makomaskiego, który dał mu wygraną z mistrzem olimpijskim, Amerykaninem Tomem Courtneyem, zaprzyjaźniłem się nawet z jego potencjalnym następcą, nadzieją polskich średnich dystansów - Jackiem Jakubowskim, miałem nawet pretensje do Jasia Balachowskiego, że nie poszedł za moją dziennikarską radą i nie wydłużył swej specjalności o dodatkowe kółko.
Niestety, przegapiłem okazję i pan Adam miał znakomite alibi, aby pojechać po całości po kibicach sportu i po dziennikarzach. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zdobył się nawet na skrajną złośliwość, kpiąc sobie z wiernopoddańczej narracji dziennikarskiej, w której jest miejsce na infantylne informowanie czytelników o kolejnych posiłkach reprezentacji futbolowej. Na szczęście biegacz nie poszedł dalej w szyderze i już po wariant komunikatów o wypróżnianiu piłkarzy nie sięgnął. I jeszcze dołożył nam wszystkim, pisujących o sporcie, że nie znamy proporcji i zdobycie, dajmy na to, finałowego miejsca w zawodach lekkoatletycznych formatu kontynentalnego lub światowego uznajemy za klęskę, co ciemny lud kupuje w ciemno.

Z tej samej kategorii