Czy Piast obalał prezesa?

Gazeta „Sport” to bardzo dobre miejsce do zamieszczenia anonsu towarzysko-służbowego rangi prawie dyplomatycznej. Zostałem otóż zaproszony do Gliwic na najbliższy mecz piłkarski zasłużonych klubów walczących o mistrzostwo Polski: Piasta i Cracovii. Zaproszenie przyjąłem, a przyjechać nie mogę…

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Piast Gliwice
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Korzystam zatem z łamów, aby przeprosić pana prezesa Rady Nadzorczej Piasta, Grzegorza Jaworskiego, za sprawiony zawód. Jako współczesny dwuzawodowiec, ktoś w rodzaju chłoporobotnika epoki wolnorynkowej, zostałem zmuszony do zagospodarowania soboty posługą rodzinną. Żałuję i biadolę z tytułu niesumienności. Tym bardziej, że zaproszenie do Gliwic to przełamanie wieloletniej nieufności klubów śląskich wobec mojej skromnej persony.
Objawiła się ta cecha z chwilą podjęcia felietonowej kolaboracji ze „Sportem”. Rozpieszczony niegdyś przez Stanisława Płoskonia specjalnym statusem gościa witanego na Roosevelta z otwartymi ramionami, mogłem robić w Zabrzu za przyjaciela domu. Prezes Ruchu Chorzów, Krystian Rogala, nigdy nie zapominał o zaproszeniu na klubową wigilię przy Cichej, więc czasy jego prezesury wspominam - wbrew powszechniejszym opiniom - jako dla mnie sielskie-anielskie.
Natomiast karta gliwickiego Piasta, nie tak całkiem tabula rasa, zapisana została intrygującą historią zza kulis władzy schyłkowego PRL. W Polskim Związku Piłki Nożnej stery trzymał wtedy (1985-86) Edward Brzostowski, działacz gospodarczy w randze wiceministra rolnictwa, człowiek o przekonaniach wolnorynkowych, ciężko znoszący ryzy gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Szefem Brzostowskiego był podówczas premier rządu, profesor Zbigniew Messner, gliwiczanin, nieprzypadkowy kibic Piasta. Gliwicki klub, jako odwieczny niespełniony aspirant do najwyższej klasy rozgrywkowej, z taką pewną nieśmiałością liczył, że pod honorowym patronatem premiera zdoła uporać się z własną niewydolnością. Rzeczywiście, po objęciu urzędu w PZPN-ie, jakoś w maju 1986 roku, wiceminister od problematyki PGR i przemysłu mięsnego został poproszony do URM-u, przed oblicze premiera. Wysłuchanie dotyczyło możliwości wsparcia starań Piasta o awans do upragnionej ekstraklasy.
I wtedy sekretarz stanu do spraw rolnych okazał się absolutnie niepodatny na odgórne, chociaż dorozumiane, przejawy premierowskiego lobbingu… Premier usłyszał, że do końca rozgrywek II ligi zostało niewiele kolejek, a ponieważ kwestie spadków i awansów układano w tamtej epoce przedterminowo, w sprawie Piasta nic zrobić się nie da. Nie dziwota, że od tej pory notowania Edwarda B. poleciały na zbity łeb, a nadzór kancelarii URM nad kampaniami rolnymi w gospodarstwach państwowych stężał nieprawdopodobnie. O „być albo nie być” prezesa miały definitywnie zadecydować wyniki naszej reprezentacji na meksykańskim mundialu. Wyjście z grupy, w której mieliśmy Anglię, Portugalię i Maroko, owszem, mogło stanowić o orzeczeniu sukcesu, ale porażka czterema bramkami z Brazylią, która okazała się wielką przegraną w końcowym rozliczeniu turnieju, przesądziła o dymisji Brzostowskiego.
Przeszedł do historii PZPN-u jako jedyny prezes składający rezygnację własnowolnie, aliści prawda jest zgoła inna. Premier się zawziął i zaczął stawiać serię pytań. O to, jak można w ciągu 24 godzin skutecznie wypełniać trudne warunki wiceministra, na którym ciąży odpowiedzialność za zaopatrzenie ludności w wyroby mięsno-wędliniarskie? O to, jak równocześnie da się zarządzać gigantycznym koncernem rolno-spożywczym, leżącym w 37 województwach, dodatkowo łącząc trudne zadanie z kierowaniem federacją futbolową? Brzostowski, człowiek nielękliwy, odpowiadał, niestety, hardo. Że daje sobie radę, bo w odróżnieniu od innych ministrów-leserów, na czele z generałem Kiszczakiem, co od piątku do niedzieli robią sobie wolne, on zapierdala na okrągło po Polsce, od PGR-u do PGR-u, od klubu do klubu, nawet ma czas zaglądnąć na budowę kościoła, wznoszonego przez załogę Igloopolu w czynie społecznym!
Po mojemu, ta dyskusja z szefem rządu definitywnie przesądziła o losie prezesa PZPN. Niniejsza retroopowieść ma na celu wyprowadzenie go z błędu, polegającego na identyfikowaniu Piasta jako pośredniego sprawcy załamania się najbardziej błyskotliwej kariery, jaką znała Polska Ludowa. Dedykowałem ją Grzegorzowi Jaworskiemu na okazję jutrzejszego meczu. Dla pokrzepienia serc, rzecz jasna…

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Janek 2Użytkownik anonimowy
~Janek 2 :
No photo~Janek 2Użytkownik anonimowy
Dużo bardziej ciekawy był by artykulik nakreślający z grubsza uwikłanie Piasta w korupcję... niemniej ten tekst w pewnym stopniu ukazuje pewne mechanizmy funkcjonujące w polskiej rzeczywistości.
18 lis 15:32 | ocena:75%
Liczba głosów:8
25%
75%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~AmerykaninUżytkownik anonimowy
~Amerykanin :
No photo~AmerykaninUżytkownik anonimowy
PRL właśnie wrócił wraz z "Dobrą"Zmianą
18 lis 14:47 | ocena:57%
Liczba głosów:7
57%
43%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii