Legia - anatomia dna

Jacek Magiera
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

„Szczerze mówiąc, dowiedziałem się, ile zarabia Sulley w Legii i teraz wiem, że zmarnowałem życie” - wyznał redaktor Paweł Wilkowicz, co świetnie pasuje jako introdukcja felietonu poświęconemu fenomenowi warszawskiego klubu.

Autorskie rozwinięcie tego wprowadzenia do tematu biorę jednak z obszernego wywiadu pana Dariusza Mioduskiego, udzielonego innemu stołecznemu dziennikarzowi Piotrowi Żelaznemu („Rzeczpospolita”). Stuprocentowy właściciel Legii poszedł na całość, ukazując negliż „najbardziej medialnego, polskiego klubu piłkarskiego”, który jeszcze sezon temu miał odjechać stawce pozostałych ligowych drużyn na dystans przez nich nie do odrobienia.
Zarysowana subiektywnie, ale przecież realistycznie, sytuacja sportowo-ekonomiczna, ukazuje destrukcyjne skutki toczonej od dawna „wojny buldogów pod dywanem”, czyli konfliktu w łonie trójki właścicielskiej (Mioduski, Leśnodorski, Wandzel). Ostatecznym zwycięzcą okazał się ten pierwszy, wykupując udziały od partnerów za bajońskie sumy. Ci takiej okazji w postaci kasy, wielokrotnie przebijającej włożone kwoty, nie mogli przepuścić, ale z dystansu nadal podobno mieszają szyki Mioduskiemu, sypiąc piach w tryby. Skarży się więc - biedaczyna - że ich działania, jako zarządu klubu, w głównej mierze skutkują teraźniejszą degrengoladą sportową, a co za tym idzie - ostrym kryzysem finansowym. Legia z powodu „eurowpierdolu” totalnego, notuje właśnie wynik opiewający na 40 mln złotych w plecy!
Opisy przewin duetu L-W ciągną się w relacji jak makaron, a wynika z niego coś na kształt sabotażu! Panowie nie tylko specjalizowali się w skupie szrotu zawodniczego, za niewyobrażalnie ciężkie pieniądze, ale fundowali im pensje, o jakich w polskich klubach trudno marzyć. Goście tacy, jak wspomniany na wstępie Sulley, Langil, Chukwu, Necid - w cenie od miliona do trzech - to klasyczne, gogolowskie „martwe dusze”. Intrygujące są pomysły kamuflażu następstw takiej chorej szczodrobliwości finansowej. Jednym z nich jest kierowanie przepłaconych grajków do drużyny rezerwowej, w deklarowanej intencji jej wzmocnienia i awansu do II ligi. W pakiecie zarzutów wobec kolegów, z którymi do niedawna robiło się wspólne fotki z motywem rozcapierzonych kciuków i palców wskazujących, tworzących zarys „L-ki”, znajduje się wiele punktów. Niektóre zwalają z nóg. Najgroźniejszy dla aktualnej kondycji klubu jest - wedle Mioduskiego - programowe intryganctwo i ewidentne destabilizowanie atmosfery w aparacie klubu i samej szatni zawodniczej. Mioduski zarzuca kolegom odgrywanie się na Legii w stylu „po nas choćby potop”… Judzenie personelu na właściciela, podpuszczanie zawodników, budowanie czarnego PR-u za pomocą zblatowanych dziennikarzy i czynienie z Mioduskiego wroga nr 1 kibiców.
Medialna wylewność właściciela Legii ma jeden feler: słabnie z chwilą, gdy redaktor zaczyna drążyć temat odpowiedzialności szefa Rady Nadzorczej, czyli jego samego. Pyta, czy autorzy nieposkromionej rozrzutności, ignorancji i twórcy burdelu organizacyjnego, mieli wolną rękę na samobójczą politykę? W tym miejscu impet maleje, zaczynają się wykręty i relatywizowanie prostych błędów samego Mioduskiego, piastującego przecież obowiązki naczelnego kontrolera. Swada i pryncypialność oskarżeń, ulegają w tym wątku wywiadu wyhamowaniu. Wprawdzie z wielu stron krajowej sceny piłkarskiej płyną apele o zaprzestanie karuzeli szyderczego schadenfreude z racji tej pięknej katastrofy, ale nikt tego nie słucha. Legia i jej sternicy od wielu lat pokazywali reszcie Polski twarz jedynego sprawiedliwego w Sodomie, wzorcowego, korporacyjnego organizmu, pretendującego do wskazywania drogi innym. Mając kolesiowskie relacje z większością mediów warszawskich, dbali o lukrowany wizerunek klubu, przedstawianego jako przyczółek nowoczesności, gospodarności, kompetencji i rozmachu organizacyjnego. Dziś widać jak na dłoni, jak bardzo potiomkinowska była to konstrukcja! Wystarczył lekki podmuch wiatru z Kazachstanu i Zadnieprza, żeby atrapa się zwinęła…

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~znużonyUżytkownik anonimowy
~znużony :
No photo~znużonyUżytkownik anonimowy
Autor dał się ponieść emocjom. Pan Mioduski wyraźnie powiedział że zarząd podejmował decyzje BEZ ZGODY Rady Nadzorczej której członkiem był Mioduski. I na tym tle powstał konflikt. Pan Mioduski nie miał możliwości zablokowania decyzji bo rozkład głosów był taki że każdy ze współwłaścicieli miał taką samą siłę głosu niezaleznie od ilości posiadanych udziałów. A więc Mioduski miał tylko 1/3 głosów.
Rzeby coś pisać trzeba miec o tym informację a informacja jest powszechnie dostępna bo Mioduski nie raz mówił o sytuacji prawnej w Legii.
Pan Niemiec woli naciagać fakty pod swoją tezę. Nie jest jedyny ale to powoduje że traktowanie dziennikarzy jako źródła rzetelnej informacji już dawno przestało być aktualne. Prasa zamienia się w szambo gdzie więcej jest dezinformacji.
4 wrz 15:27 | ocena:80%
Liczba głosów:5
20%
80%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~dr MiodekUżytkownik anonimowy
~dr Miodek
No photo~dr MiodekUżytkownik anonimowy
do ~znużony:
No photo~znużonyUżytkownik anonimowy
4 wrz 15:27 użytkownik ~znużony napisał
Autor dał się ponieść emocjom. Pan Mioduski wyraźnie powiedział że zarząd podejmował decyzje BEZ ZGODY Rady Nadzorczej której członkiem był Mioduski. I na tym tle powstał konflikt. Pan Mioduski nie miał możliwości zablokowania decyzji bo rozkład głosów by
"Rzeby" coś pisać trzeba umieć pisać po polsku - analfabeto
4 wrz 15:42 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Buhahahahha.... 100% RACJI,
7egła w Kzachstanie, 7egła w Mołdawi, 7egła w Zabrzu i 7egła w Niecieczy ... :)))
3 wrz 15:13 | ocena:92%
Liczba głosów:13
92%
8%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii