Koszykarz – Naukowiec - Obywatel

Profesor Jerzy Młynarczyk był dla mnie autorytetem i mentorem w wielu dziedzinach. Należał do najwybitniejszych postaci, jakie wydała polska koszykówka.

Jerzy Mlynarczyk
 fot. Artur Andrzej  /  źródło: Wikipedia

Dla kapituły Medalu UJ Kalos Kaghatos, przyznawanego ludziom wysokiego sportu, osiągającym za metą ważną pozycję w życiu zawodowym, artystycznym, naukowym, bądź politycznym, kandydatura profesora była w każdym calu modelową.
Zanim jednak został uhonorowany tą prestiżową nagrodą, przeżył reprezentacyjną przygodę z koszykówką. Ponieważ urodził się w 1931 roku, nie załapał się na srebrną dekadę polskiego basketu 1963-72. Był jednak jednym z tych, którzy drużynie trenera Witolda Zagórskiego przecierali szlak na podium mistrzostw Europy. Jako piątkowy zawodnik walczył na czterech finałowych czempionatach europejskich od 1955, sięgał po punktowane miejsce na olimpiadzie rzymskiej. Zwłaszcza ten najwcześniejszy turniej, w Budapeszcie, okazał się ostrogą wyzwalającą w środowisku koszykarskim pokłady wewnętrznej dynamiki i ambicji równania do światowej czołówki.
Pochodził z Wilna - matecznika przedwojennej, polskiej koszykówki, pierwsze kroki zawodnicze stawiał w poznańskiej Warcie, by eksplodować talentem w Lechu. Z gwiazdami Kolejorza: Fęglerskim, Pudelewiczem, Świerczewskim, Blewąską, zdobył w 1958 roku mistrzostwo Polski. Podczas studiów w Sopocie, dojeżdżał do Poznania na mecze, aliści kiedy podjął pracę naukową na dzisiejszym Uniwersytecie Gdańskim w dziedzinie prawa morskiego, zmienił barwy na GKS Wybrzeże. Wraz ze Zbigniewem Dregerem, który przyszedł do GKS ze Spójni Gdańsk, stali się liderami i edukatorami młodego zespołu (Wysocki, Nowak, Cegliński), który wkrótce wkroczył do krajowej czołówki.
Zapamiętałem Jurka jako dżentelmena parkietu, umiejącego rzucić słowo „przepraszam” pod adresem faulowanego, krytego zawodnika, ale cała pierwszoligowa stawka graczy popamiętała go jako zimnego snajpera, rozstrzeliwującego najsilniejsze defensywy. Jego niby proste zagranie: zwód w lewo lub w prawo, kozioł w te lub we wte, i… rzut z wyskoku z półdystansu, kończyło się przeważnie 2 punktami… Można dyskutować, czy osiągnięcie tytułu zasłużonego mistrza sportu wzmacniało, czy osłabiało rozwój zawodowo-naukowy przyszłego, najwybitniejszego w Europie znawcy problematyki międzynarodowego prawa morskiego… Uważam, że wzmacniało, albowiem doposażyło Go w zespół cech wolicjonalnych, niezbędnych do sprostania wielkim napięciom towarzyszących sprawowaniu godności prezydenta Gdańska.
Kadencja przypadła na czas wielkiego przełomu w historii powojennej Polski, związanego z powstaniem Solidarności, której kolebką była Stocznia Gdańska. Historyczne sierpniowe porozumienie 1980 między strajkującymi robotnikami i stroną rządową mogło stać się faktem między innymi dlatego, że ówczesny gospodarz Gdańska - prof. Jerzy Młynarczyk od chwili ogłoszenia strajku przez Lecha Wałęsę traktował stoczniowców i jego przywódcę jako godnego szacunku partnera.
Z funkcji prezydenckiej zdjęto Go wraz z nastaniem stanu wojennego. W nowej Polsce gdańszczanie obdarzali Go należnym szacunkiem, czego dowodem był wybór na posła do Sejmu IV kadencji. Nieprzemijający dorobek zostawił jednak śp. Jerzy w dziedzinie nauki i szkolnictwa akademickiego. Skalą Jego kompetencji niech będzie wybór na stanowisko profesora i wykładowcy Uniwersytetu w Malmoe. Chęć objęcia katedry międzynarodowego prawa morskiego na tej renomowanej, szwedzkiej uczelni, objawiło kilkudziesięciu naukowców z całego świata. Konkursową rywalizację wygrał Młynarczyk. Zapewne to osiągnięcie zawodowe legło u podstaw decyzji Międzynarodowego Stowarzyszenia Olimpijczyków „Olimpia International”, które przyznało Mu nagrodę im. Hansa Heinricha Sieverta. Nagroda pochodzi od nazwiska niemieckiego rekordzisty świata w 10-boju, mistrza Europy 1934, olimpijczyka 1932, znakomitego lekarza i naukowca i przyznawana jest byłym olimpijczykom, chlubiących się osiągnięciami w zawodzie i pracy społecznej. Śp. Profesor Młynarczyk jest jedynym Polakiem - laureatem cenionego w świecie uhonorowania. Na poduszce pośmiertnej 112-krotnego obrońcy barw narodowych, obok państwowych odznaczeń, niesione będą medale Kalos Kaghatos, im. Sieverta i im. Janusza Kusocińskiego. Tego trzeciego medalu Czytelnikom „Sportu” interpretować nie trzeba…

 

Z tej samej kategorii