Sprawiedliwa w Sodomie...

Cracovia Krakow - Gornik Zabrze
 fot. Krzysztof Porebski  /  źródło: Pressfocus

Poczucie ciężkiej krzywdy, wyrządzanej Bogu ducha winnej drużynie, unosi się nad Cracovią. Spisek złych mocy zawiązany na pohybel klubowi, który dał polskiej piłce nie tylko pierwszego prezesa PZPN-u, doktora Edwarda Cetnarowskiego, Józefa Kałużę, generała Bernarda Monda, ale przede wszystkim kibica nad kibicami - świętego Jana Pawła II - tężeje z każdą kolejką ligową.

W związku z umocnieniem się jedenastki na pozycji czerwonej latarni, w klubie i jego okolicy kibicowskiej wzmożono dociekania nad powodami niespodziewanej obsuwy pasiaków w tabeli.
Wstępne rozważania łańcucha przyczynowo-skutkowego tego zjawiska wskazują na pechowatość trenera i jego niewyparzonej retoryki, która co i raz skutkuje destrukcyjnym odwetem ze strony pamiętliwych sędziów.
Najnowsza zdobycz myślowa przodującej klasy sympatyków z VIP-owskich lóż idzie jeszcze dalej i formułuje, że Probierz jako rodak śląski, w dodatku dotknięty niepowodzeniem w Wiśle, potwierdza jeno regułę nieprzydatności śląskich szkoleniowców wobec zadań stojących przed nimi w Krakowie. Tu przytacza się plejadę znakomitych trenerów świadczących usługi przy Kałuży, a wśród nich Dziwisza, Podedwornego, Łyskę, Durnioka, Mikulskiego… Wprawdzie trenerzy-swojacy, jak i ci pochodzący z innych regionów futbolowych Polski, od siedmiu dekad nie zdołali ani razu nawiązać do osiągnięcia Czecha Karela Pruhy, który dał Cracovii ostatni tytuł mistrza Polski (1948), ale grillowanie Michała P. już nabiera tempa.
Drugi motyw pętający nogi i głowy, nie tylko drużynie, ale przede wszystkim zarządcom klubu, to wiara w Cracovię, cierpiącej niedolę jedynej sprawiedliwej w Sodomie. Być może to domorosła teoria, ale podejrzewam, że chodzi o współczesny efekt kodu genetycznego, wywodzącego się od zdarzeń 1927 roku. Wtedy to Cracovia, poniekąd słusznie uważająca się za ojca założyciela polskiego futbolu i pioniera w budowanej hierarchii organizacyjno-sportowej, poszła na wojnę z całym piłkarstwem, negując potrzebę utworzenia ekstraklasy. W swej pysze skazała się na izolację i roczną banicję w ogólnopolskim współzawodnictwie.
Także kiedy przenoszono siedzibę PZPN z Krakowa do stolicy, największy rejwach podnieśli działacze pasów. Na krakowskim zaś gruncie za nic w świecie nie mogli się pogodzić z utratą monopolu na sukcesy, antagonizując się nie tylko z Wisłą, ale też z Garbarnią i Podgórzem. Zaraz po wojnie rozdawali karty w PZPN, aliści kiedy nastał model organizacji sportu wzorowany na sowieckim, odgórnie skierowano Cracovię na boczny tor. Podobnie jak wiele innych, zasłużonych klubów, że przytoczę AKS Chorzów, Polonię Warszawa, Wartę Poznań, Garbarnię Kraków…
Przypisano wtedy pierwszych mistrzów kraju do mało posażnych federacji komunalników, a potem spółdzielców, co skutkowało mniejszymi możliwościami w rywalizacji z klubami wojskowymi, gwardyjskimi i górniczo-hutniczymi. Co prawda to prawda.
Nie znaczy to, że tzw. władza ludowa Cracovię programowo niszczyła! W zszywkach starych gazet jest pełno informacji o nadzwyczajnych zebraniach krakowskich komitetów partyjnych, pochylających się nad przyczynami spadków piłkarzy z pierwszej, drugiej, a nawet trzeciej ligi. Orędowano nawet w takich razach u ówczesnego premiera Cyrankiewicza i ministra sportu Reczka, deklarujących się jako zwolennicy etosu pasiaków.
Poczucie krzywdzonego non stop pariasa z Cracovii nie ustępowało: w chwilach odwilży politycznych jej działacze wnosili na zjazdach PZPN supliki o przywrócenie ich drużynie statusu pierwszoligowca jako zadośćuczynienie doznanych prześladowań! Nic z tego nie wyszło, z wyjątkiem roku 1991, kiedy dla Cracovii otworzono dodatkową szansę na wyjście z czarnej trzecioligowej dziury.
Ani wydumanki związane z fenomenem aktualnego trenera, ściągającego na klub przekleństwo fałszywych gwizdków, ani - wyhodowana jako alibi na sportowe porażki - mitologia determinizmu pozasportowego, w żadnym razie nie tłumaczą dryfu piłkarzy w stronę beznadziei. Przyczyn zgoła innej proweniencji jest kilka, ale to temat na inne opowiadanie, wkrótce po meczu przyjaźni z Arką...

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~EdwardUżytkownik anonimowy
~Edward :
No photo~EdwardUżytkownik anonimowy
Krucjata anty pasiasta trwa.
Czas się opamiętać . Wstyd !
wczoraj 23:25
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii