VAR-iacje czyściciela sędziowskich sumień

Znak czasu polega na tym, że znany, bezokolicznikowy, wokalny imperatyw seksualnego wykorzystania PZPN dotarł nawet pod strzechy! Został otóż zaintonowany na niecieczańskim wygonie podczas meczu ekstraklasy rozegranego w minioną niedzielę pomiędzy Bruk-Betem Termalicą a gliwickim Piastem…

Wisla Krakow - Legia Warszawa
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

A przecież kameralny i przyjazny stadion w najsławniejszej polskiej, sfutbolizowanej wiosce, do tej pory pozostawał odporny na idące z metropolitarnych widowni nieobyczajnych zachowań kibicowskich.
Co takiego musiało się stać, aby grzeczna, niezepsuta, okoliczna młodzież włościańska, liczona na jakieś dwie setki gardeł, postanowiła zerwać z zasadami i uderzyć w prowokacyjne, chamskie tony? Winna temu przełomowi jest nowinka technologiczna zwana VAR-em, dzięki której sędziowie najwyższej ligi piłkarskiej mieli zostać zaopatrzeni w dodatkowe oczy i sumienia! Kłopot w tym, że właśnie w Niecieczy doszło do kolejnego zakwestionowania pożytków płynących z nowych technologii. A że padło na najlepszego, w powszechnym uznaniu, naszego ligowego arbitra - Szymona Marciniaka, na porządku dnia staje istotne pytanie, czy rzeczywiście system VAR wpływa korzystnie na boiskowe orzecznictwo, a prawda jego ekranu oddaje prawdę życia meczowego?
Okazuje się, że nie za bardzo! Marciniak w Niecieczy podyktował w samej końcówce meczu dwa rzuty karne pod dyktando VAR-owskiej dziupli. Siedział w niej sędzia Paweł Gil - osoba, której należy się solidny wypoczynek od gwizdka i bawidełka stadionowej łże-telewizji (zawodowo pracuje jako pełnomocnik prezydenta Lublina do spraw odbudowy zrujnowanego wyczynu sportowego w tym mieście, co jest zajęciem morderczym, godnym Syzyfa). Rzeczony arbiter główny, w ramach automatyki pierwszej oceny obu sytuacji w obrębie „16”, zareagował (w mojej ocenie) prawidłowo, nakazując grać dalej… Gra rzeczywiście potoczyła się jak najbardziej potoczyście, zawodnicy przeszli do porządku, nie wnosząc pretensji zajęci walką, a tu po jakichś 30-40 sekundach Gil każe przerwać grę, wzywa Marciniaka do siebie po to, by unaocznić mu konieczność dyktowania „wapna”. Ten replay, chcąc być wiarygodny, musi podlegać jakiemuś obiektywnemu nadzorowi, co rzecz jasna, dodatkowo mitręży czas i komplikuje orzeczenie… Daję głowę, że Marciniak był bliższy prawdy, polegając na własnym zmyśle, ale wezwany do bocianiego gniazda, z którego ponoć lepiej widać, uległ presji, co skutkowało... drugim karnym. Tym razem też powinien był zaufać sobie, aliści włączył wtedy sumienie i postanowił oddać gospodarzom to, co w 68 minucie byłby im zabrał, gdyby Papadopulos umiał egzekwować dary losu w postaci „jedenastek"…
Przypadek z Niecieczy nie jest wyjątkiem; polska piłka zafundowała sobie ambarasujący problem, który staje się nadrzędnym wątkiem scenariusza meczowego, irytuje zawodników, zakłóca spokój na widowni. Wychodzi na to, że nawet w meczowych relacjach sprawozdawcy czynią z tej niby-zdobyczy główny składnik prozy narracyjnej. Zauważyłem też, że panowie arbitrzy przeginają w tendencjach poznawczych, coraz częściej uwalniając własny osąd od odpowiedzialności i z lubością dają zgodę na podpowiedzi kameramanów. Skutkuje to lawiną „jedenastek" i to jeszcze bardziej kontrowersyjnych, aniżeli w czasach przedvarowskich, powiększeniem liczby klubów czujących się skrzywdzonymi przez tę odmianę materii nieożywionej. Z dotychczasowej praktyki wynika bowiem, że VAR powoli przeistacza się w czyściciela sędziowskich sumień, uwierających ich od zarania futbolu na okoliczność dylematu pt. „był czy nie był rzut karny?”…
Waga tej decyzji jest kolosalna, ale to nie znaczy, że inicjatywa orzekania o nim powinna leżeć po stronie panów obsługujących urządzenie. O konsultację z nim powinien zwracać się arbiter, gdy ma wątpliwość. Tymczasem dotychczasowa praktyka wdrożyła zasadę odwrotną, co odbiera kluczową rolę sędziemu głównemu. Jak tak dalej potoczy się wdrażanie nowinki, nadejdzie dzień, kiedy sędziowską trójkę zastąpi funkcjonariusz telewizyjny, wyposażony w głośny gwizdek. On będzie rozstrzygał, a spiker meczowy przekazywał grającym decyzje do wykonania! Chore!

 

Z tej samej kategorii