Zamknąć i dorobić gębę

Ostatni zjazd sprawozdawczy delegatów PZPN toczył się w tempie tak błyskawicznym, że personel kuchni hotelu Sheraton wpadł w panikę. Zebrani uwinęli się z 19 punktami obrad w niecałe 3 godziny, łapiąc gastronomików na wykroku, w trakcie obierania ziemniaków do głównych dań obiadowych.

Adam Olkowicz
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

A wszystko wzięło się z absolutnej dominacji nastrojów optymistycznych, ufundowanych na znakomitych wynikach reprezentacji i wypasionym, jak nigdy, budżecie PZPN. Dwieście dużych baniek z okładem figurujących po stronie „ma”, czyni z naszej federacji futbolowej krezusa na tle krajowych odpowiedników. Jeszcze pięć lat temu księgowość związkowa z trudem zbliżała się do poziomu osiemdziesięciu milionów złotych przychodu, a dziś następują znaczne przyrosty na wielu polach statutowej aktywności.
Delegaci, przygnieceni wymową dokonań ekipy Nawałki i nagiej faktografii danych ekonomicznych, w konsekwencji zapomnieli języka w gębie! Moja przekorna natura natychmiast podpowiedziała mi na tę okoliczność asocjację z dziejów polskiego parlamentaryzmu, znaną pod nazwą sejmu niemego. Dokładnie 300 lat temu posłowie na Sejm I Rzeczypospolitej, przymuszeni racją stanu, uchylili się od dyskusji i w ten sposób zapewnili przeforsowanie pożądanych uchwał. Tamto milczenie miało sens, wbrew powierzchownej ocenie semantycznej. Przyczyniło się do utrwalenia pokoju w kraju targanym wojną domową, odebrało argumenty rosyjskiemu carowi Piotrowi I, dybiącemu na naszą niezawisłość.
Teraz milczenie dotyczyło ponad setki przedstawicieli najbardziej masowej dyscypliny sportowej, w której przydałby się pakt o wewnętrznej nieagresji w imię... przyszłorocznego podbicia Moskwy. Zrozumieli to nawet etatowi harcownicy, tacy jak trener Medyka Konin - Roman Jaszczak, prawnik z Krakowa - Janusz Hańderek, własnowolnie zakładając sobie kaganiec na narząd mowy. A że nawet trener Jerzy Engel o krzywdzie Stowarzyszenia Trenerów przepowiadał sobie pod nosem, i to w kuluarach, punkty obrad mówiące o debacie legły martwym bykiem.
Jak się okazało wkrótce po przyśpieszonym obiedzie, broń Panie Boże, niezakrapianym, za wszechwładnie panującą bierność delegatów zostałem obciążony, niestety, ja osobiście! Ruszył na mnie, nie wiedzieć czym podochocony, były wiceprezes PZPN do spraw zagranicznych - Adam Olkowicz (na zdjęciu), dziś działacz z Lublina bez przydziału. Owszem, miałem z nim na pieńku jako współodpowiedzialnym za wygumkowanie kandydatur Krakowa i Śląska z listy miast-organizatorów Euro 2012. Wiadomo, że reprezentując wtedy PZPN w komisji opiniującej kandydatury, powinien był złożyć votum separatum do na wskroś niesprawiedliwych decyzji rekomendujących Poznań i Gdańsk, kosztem pognębionych środowisk. O to miałem pretensje do niego i artykułowałem je głośno na kolejnych mityngach związkowych. Teraz kolega Adam odwinął się i ma mi za złe, że zrezygnowałem z prawa głosu i nie podniosłem protestu. Po pierwsze, nie wypadało mi wyręczać delegatów z głosem stanowiącym, którego - jako członek zarządu - po prostu nie mam. Po drugie, tak się dziwnie złożyło, że przeżywana ćwiartka kadencji 2016-20 jest czasem, z którego jako człowiek krzątający się przy piłce od dekad, może być zadowolony, a nawet dumny.
Nie bacząc na fakty podniesione w sprawozdaniu zarządu PZPN, adwersarz uznał moją akceptację całości rocznych dokonań związku za sprzeniewierzenie się samemu sobie. Obdarzył mnie łaskawie tytułem „lidera opozycji”(?!), na którym spoczywa obowiązek permanentnej krytyki władz związku, przypomniał, że w wyborach w 2012 roku optowałem za konkurentem Zbigniewa Bońka w wyścigu o prezesurę w PZPN, ba, nawet go wymyśliłem! Nie pomogła perswazja o obowiązku moralnym niesypania piachu w tryby wtedy, gdy w związkowej machinie blaski absolutnie przesłaniają cienie. Olkowicz przyznał sobie i setce delegatów prawo do sznurowania ust, mnie zaś obsadził w roli etatowego malkontenta z pełną gębą wydumanych zarzutów. Owszem, przywalić soczyście z trybuny zawsze można, ale po uprzednim zapytaniu, czy jest za co?...

 

Z tej samej kategorii