Pan piłkarz raczy grymasić

Gornik Zabrze - Legia Warszawa
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

„Przegraliśmy już to spotkanie? Pan już nas skreśla? Jak mam to rozumieć? Może niech Pan sam wyjdzie na boisko i zagra, a ja wezmę mikrofon i zapytam Pana, jak to jest?”- rzekł do reportera zawodnik Legii - Maciej Dąbrowski po pierwszym meczu z Sheriffem Tyraspol, stawiając kwestie relacji piłkarz-dziennikarz w nietypowym ujęciu.

Prym w filozofii zmierzającej do zamiany ról w ludycznym widowisku, zwanym meczem futbolowym, wiodą od jakiegoś czasu legioniści. Ich pionierska inicjatywa na tym polu miała miejsce dwa lata temu, po wygranym finale Pucharu Polski z poznańskim Lechem. Wtedy zastosowali wobec dziennikarzy wyniosłe, zbiorowe milczenie i olewając zgromadzonych w mixzonie reporterów. Ich rozkapryszenie i dzisiejszy mediaterroryzm nie bierze się z kapelusza. Warszawa, jako największe skupisko dziennikarzy, skutkuje absolutnym protekcjonizmem wobec zawodników Legii. Są oni bez konkurencji ze strony innego klubu, łatwi w dostępie i na podorędziu. Bez specjalnego wysiłku pozwalają na realizowanie ogólnopolskiej misji, koncentrując się na penetracji środowiska bohaterów jednej dzielnicy Warszawy. Po co fatygować się do Gdańska, Gliwic, Poznania, czy Krakowa, nie mówiąc już o Szczecinie, a już - nie daj Boże - do Niecieczy, kiedy ma się w kapowniku komplet telefonów do Malarza, Kucharczyka, Pazdana, a w głowie numery komórek do Radovicia i Hlouska? Nie po to stworzyło się sztuczne pojęcie „najbardziej medialnego, polskiego klubu piłkarskiego”, żeby nie uzasadniać nim niezdrową nadprodukcję wszelakich gatunków wypowiedzi dziennikarskiej, której bohaterami są legioniści.
Do rozmnożonych jak grzyby po deszczu programów telewizyjnych poświęconych ligowej piłce, trudno zapraszać piłkarzy z Polski. Raz, że podraża to produkt, dwa, że nie stać ich na stratę treningowej jednostki, trzy, wymaga odrobinę zachodu. Studia zaludnia się więc piłkarskimi swojakami z Warszawy i w ten sposób Strejlau, Engel, Żewłakow, Majdan i Magiera, mają zapewnione pożądane tło… Z monokulturowej nadprodukcji bierze się inflacja merytoryczna, zwłaszcza że legioniści po odejściu Wojciecha Kowalczyka z Łazienkowskiej nic oryginalnego nie mają do powiedzenia. Trudno zresztą im się dziwić: wszyscy pamiętają czasy, w których Rzeźniczak, starający się przekazać światu i miastu swoją opinię pomeczową, został gwałtownie ocenzurowany i uciszony plaskaczem w buzię!
Zblatowanie kadry zawodniczej Legii ze światkiem dziennikarskim pogłębia się systematycznie wraz napływem do zawodu młodych adeptów niemających alternatywy w Warszawie, a tylko kibicowanie Legii. Znam ten stan ducha, bom sam nie bez winy, siadający niegdyś na sto koni, kiedy najpierw Jasiu Domarski, a potem Grzesiek Lato i Heniu Kasperczak, a na końcu Andrzej Szarmach, pozwolili mi się „tykać”… Różnica miedzy nami jest jednak taka, że kiedy „Polityka”, a także „Piłka Nożna”, wydrukowały mi teksty wykpiwające niewczesne żądania socjalne spoufalonych ze mną piłkarzy Stali Mielec, oni nie sięgali po retorsje wobec autora i nie proponowali zamiany obowiązków pracowniczych. Co prawda, w samolocie niosącym reprezentację Jacka Gmocha do Kopenhagi wśród kadrowiczów szczekających na dziennikarzy rolę pierwszego buldoga grali „Bolek” z „Lolkiem”, czyli Lato i Szarmach, aliści mnie w aeroplanie nie było.
Współczesne „szczekanie” na robotników pióra i mikrofonu rozwinął najbardziej twórczo inny zawodnik Legii - profesjonalista Kucharczyk. Okazał się mniej agresywny wobec człowieka mediów, atoli uderzył w tony użalania się nad trudnym losem zawodowego piłkarza. Wskazał na katorżniczy trud, wykonywany w dodatku w dniach, w których reszta ludu pracującego ma wolne - świętuje! Zapewne z chęci nie dobijania swego rozmówcy, nie rozgadał się pan piłkarz o swej niedoli pędzenia żywota w permanentnej rozłące z najbliższymi, nieustającymi dolegliwościami życia na walizkach itd. itp. Redaktor z atencją wynurzeń zawodnika wysłuchał, zanotował… Czytelnikowi, niestety, nie zaproponował co powinien myśleć o podanym mu strumieniu świadomości uciemiężonego.

 

 

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~PawelUżytkownik anonimowy
~Pawel :
No photo~PawelUżytkownik anonimowy
Bzdura łatwo oceniać wyjdź sam i pokaz co potrafisz nie dość ze maja tylko 15 min to i tak wychodzą w przerwie i odpowiadają na bzdurne pytania dziennikarzy szkoda słów
31 sie 01:23 | ocena:80%
Liczba głosów:5
20%
80%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TyUżytkownik anonimowy
~Ty :
No photo~TyUżytkownik anonimowy
Niestety, nie zgodzę się co do treści tego artykułu...
Naprawdę niech każdy zastanowi się czy sam zagra lepiej...
30 sie 22:07 | ocena:100%
Liczba głosów:3
0%
100%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~SkrzypexUżytkownik anonimowy
~Skrzypex
No photo~SkrzypexUżytkownik anonimowy
do ~Ty:
No photo~TyUżytkownik anonimowy
30 sie 22:07 użytkownik ~Ty napisał
Niestety, nie zgodzę się co do treści tego artykułu...
Naprawdę niech każdy zastanowi się czy sam zagra lepiej...
Oczywiście, że żaden dziennikarz nie zagrałby lepiej. Ja nie zagrałbym lepiej. Ale: to nie ja trenuję tę dyscyplinę od kilkunastu lat, to nie ja wykonuję to zawodowo. I co najistotniejsze - to nie ja kasuję za to olbrzymie pieniądze.
Zgodnie z Twoją logiką nikogo nie można by było krytykować czy oceniać. To jest ich praca i powinni być z niej rozliczani, tak jak są rozliczani urzędnicy, lekarze czy zwykli roznosiciele ulotek. A argumenty w stylu "a ja i tak umiem lepiej niż ty" to przedszkole.
31 sie 11:21 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii