Hamulce szybkiej kariery

Bartosz Kapustka
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Najbardziej efektownego gola Młodzieżowych Mistrzostw Europy 2017 zdobył Bartosz Kapustka! Jego uderzenie piłki z powietrza, pokazane na reklamowym spocie telewizyjnym, nie tylko trafiło w światło Bramy Floriańskiej, ale i zostawiło trwały ślad na Barbakanie!

Bomba, która – niestety - nie rzuciła na kolana konkurentów naszej młodzieżówki; co więcej - pokazała fikcjonalny potencjał piłkarza rezerwowej drużyny Leicester.
W Krakowie trwa gorączkowa dysputa, który Kapustka jest większy: czy ten ze spotu reklamowego, czy ten z mnogich citylightów i banerów, rozpiętych na zamkniętym hotelu Cracovia i biurowcu PKP przy Rondzie Mogilskim, czy może ten Kapustka z billboardów, rozstawionych po placach i skwerach stołeczno-królewskiego grodu. Ze względu na parametry Kapustka nr 1 to ten outdoorowy, stojący na krakowskich Błoniach, niedaleko od kamienia Jana Pawła II, przy ulicy Józefa Kałuży, na wprost stadionu Cracovii z jednej strony i słynnego Domu Studenckiego Żaczek ze strony drugiej. Ja na Kapustkę nadziewam się nie wychodząc z domu, wystarczy mi jeden krok na balkon i staję oko w oko z Bartkiem, który z fasady kamienicy przy Moniuszki zagląda mi do kuchni, ani chybi, niedożywiony i głodny, nie tylko piłki.
Cud boski, że w swej fantazyjnej wyobraźni organizatorzy kampanii reklamowej Euro 2017 nie odważyli się uruchomić skojarzeń postaci piłkarza z ekspozycyjnymi możliwościami, jakie daje historyczna architektura wzgórza wawelskiego. Nie wiem, jak by zareagował konserwator zabytków Krakowa i plastyk miejski, ale po tym, z czym mamy do czynienia gdzie indziej, jestem w stanie wyobrazić sobie Bartka Kapustkę, siedzącego na oklep i trzymającego się Naczelnika Tadeusza Kościuszki, galopującego po wawelskich murach od strony Kanoniczej i siedziby krakowskiej Kurii Metropolitarnej. Żaden sportowiec, niewystępujący w barwach krakowskiego klubu, nie miał dotychczas takiej gigantycznej promocji, jak piłkarski Bartek Antyzwycięzca…
Weźmy, dla przykładu taką Agnieszkę Radwańską, z nieodległego czasu, kiedy to dobijała się do pozycji tenisistki nr 2 na świecie… Owszem, była stypendystką miasta Krakowa, jakąś kasę brała z tytułu pełnienia godności honorowego ambasadora, ale na taki hurralans, jak Kapustka, nie miała prawa liczyć. Z tego, co wiem, od paru lat przypomina nam się jako studentka Akademii Wychowania Fizycznego im. Bronisława Czecha i z tej racji widnieje na przydrożnej, reklamowej tablicy przy ulicy Mogilskiej. I to nie jako monopolistka przestrzeni reklamowej, jeno jako równoprawna jej współposiadaczka (z siostrą Urszulą). Podobnie inna megagwiazda - koszykarz z nowojorskich Czarodziejów - Marcin Gortat. Z Krakowem, jako zawodnik, nie miał nic wspólnego, bo kiedy zaczynał się bawić w basket, pod Wawelem ta dyscyplina umierała. Dziś zaangażował się w odbudowę sekcji Cracovii (zawitała już do II ligi), patronuje paru szkółkom w Nowej Hucie, organizuje masowe campy dla dzieciaków. Propaguje je mocno poprzez zwracanie uwagi publiki własną postacią na plakatach. Ale gdzie mu tam do Kapustki-giganta nad gigantami, szkoda, że papierowego…
Sportowa mizeria Kapustki wyszła na jaw podczas lubelskiego meczu ze Słowacją, w trakcie którego bohater naszej dzisiejszej pieśni snuł się po placu gry jak dziecko we mgle. Ponoć już w przerwie spotkania prosił trenera o zmianę, ale nie znalazł posłuchu u niego. Po wznowieniu gry parokrotnie robił rozpaczliwego młynka rękami, sygnalizując kontuzję. Objawił zastraszający brak woli walki, odporności i przysłowiowych „jaj”! Wszak od każdego młodego człowieka w poborowym wieku zwykło się wymagać elementarnego hartu i bojowości, a co dopiero od reprezentanta, dopuszczonego do gry o najwyższą stawkę, jaką jest zwycięstwo w mistrzostwach Europy… Inna kwestia, to kompletny rozpad formy kadrowicza Dorny, biorący się z kompleksu ławkowicza, dla którego w Anglii gra na serio stała się teoretyczną… teorią. Szkoda, że trener podczas zgrupowania w Arłamowie nie zdołał zdiagnozować rzeczywistej formy Kapustki, dając się zwieść przebrzmiałym echom ocen z zeszłorocznego, seniorskiego Euro.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~KazimierzUżytkownik anonimowy
~Kazimierz :
No photo~KazimierzUżytkownik anonimowy
Czy wypada aby człowiek z władz PZPN pastwił się nad zawodnikiem, którego trener, idiota zmusza do gry z kontuzją a na to patrzy cały PZPN i tylko trener Hajto nazywa sprawę po imieniu.
Red. Niemiec zoologicznie zaczyna nienawidzić wszystko co kojarzy się z Cracovią w tle, a że padło na Bartka.....
Może w przyszły sezonie prezes Filipiak poszerzy wejściówkę dla redaktora seniora o solidny catering i sytuacja się zmieni.
Kiedyś dla przeczytania pretekstów stało się w kolejce po Sport. Dzisiaj dominuje infantylna płycizna, ( uwaga sekretariat ! ). Wygląda to na pisanie między 1a drugą połówką... meczu Wisły.
25 cze 22:18
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii