Chodzą słuchy po narodzie...

Sepp Blatter
 źródło: AFP

O upadku najważniejszych postaci światowego futbolu, czyli o pysze i arogancji.

Nie wiem, czy wszyscy Państwo słyszycie ten łomot typowy dla efektów dźwiękowych, wywołanych spadaniem z cokołu pomnikowych postaci? Co do mnie, na usterki zmysłu słuchu się nie skarżę i te 150 decybeli towarzyszące strącaniu Michela Platiniego odbieram bardzo dobrze. Dochodzę nawet do wniosku, że wraz z upływem lat - o paradoksie - słuch mi się wyostrza. Nawet łoskot, jaki niósł się po Krakowie, gdy konspirator Szewczuwaniec wysadzał dynamitem zakroczną nogę „wiecznie żywego” Włodzimierza Iljicza Lenina w Nowej Hucie, nie był tak dobrze słyszany, jak mina, na którą wdepnął szef UEFA.
Kłopot mam jedynie przy przyswajaniu klangoru komentarzy, rozlegających się w Polsce, a rozpowszechnianych przy pomocy środków masowego ogłupiania. Upadek rozpasanego Francuza, który robił z siebie krynicę krystalicznej uczciwości, dybiąc na najbardziej rentowny korupcyjnie stołek Seppa Blatera, mając za uszami niewiele mniej iście gogolowskich bakczyszy, wnikliwie i kompleksowo skomentował jedynie redaktor Mirosław Żukowski z „Rzeczpospolitej”. Reszta, na czele z głosicielem płytkich eufemizmów - Radkiem Majdanem i autorem hiperpanoramicznej argumentacji - kolegą ekssenatorem, Andrzejem Personem, stara się kluczyć, jakby w oczekiwaniu na nadejście oficjalnej wykładni ze strony PZPN.
Wykładnia jest oczywista: prezes Zbigniew jest nie tylko dżentelmenem, ale i kumem Michela, więc wierzy w jego niewinność. Sprawa jednak jest prosta jak konstrukcja cepa i nie ma co specjalnie dobierać słów w akcie potępienia. Niektórzy nasi Katonowie, którzy niedawno rozdeptywali z impetem „drobnych ciułaczy” łapówek, wyłudzanych na ligowym targowisku, dziś nie zauważają gigantycznych rozmiarów szkody, uczynionej piłce europejskiej, w tym - rzecz jasna - polskiej, przez Platiniego. Jego legenda powoduje, że od tej dyscypliny odwrócą się, ani chybi, nie tylko zniesmaczeni kibice, ale też sponsorzy i ci wszyscy, mający wpływ na rozdział pieniędzy w samorządach, spółkach skarbu państwa, resorcie sportu. Osobiście oczekiwałbym stanowiska związkowej Komisji Etyki, w pierwszym rzędzie upoważnionej do potępienia i odcięcia się od budzących grozę praktyk. Przewodniczący tego gremium, prof. Wojciech Przybylski, powinien zabrać głos jak najszybciej, tak by nie zostawić krzty wątpliwości co do naszego stosunku do pożałowania godnych praktyk lidera europejskiej piłki.
Jego cywilna śmierć jest raczej przesądzona, co w kontekście afery z przyznaniem Katarowi prawa do organizacji mistrzostw świata 2022, daje niejednemu pole do aluzyjnych przemyśleń. Ot, choćby działaczom piłkarskim Śląska i Małopolski, pozbawionych (w niejasnych okolicznościach) szansy na finały mistrzostw Europy w 2012 roku. W tym miejscu raz jeszcze powtórzę podejrzenie o prawdziwych powodach nagłego, niczym nieuzasadnionego, zwrotu w prowadzonej przez UEFA klasyfikacji polskich miast, starających się o tę imprezę. W zdobyciu w ostatniej chwili przez Poznań statusu gospodarza nie pomagały krasnoludki, jeno kasa smarująca przychylność panów z Nyonu. Do czyich konkretnie kieszeni trafiła, tego się pewnie nie dowiemy, ale po zastosowaniu dedukcji i zasady prawdopodobieństwa, teza nabiera werystycznej cechy. Uwiarygodnia ją półoficjalna opinia o roli Polski jako beneficjencie decyzji UEFA, za którą z kolei stały wpływy i majętność ukraińskiego oligarchy, prezesa tamtejszej federacji futbolu - Hryhorija Surkisa. Jako zastępca Platiniego w UEFA, znał dobrze kondycję i gusty kolegów decydentów i z tej wiedzy wyciągnął praktyczne wnioski. Krymskie kurorty znajdowały się wtedy w integralnej łączności z niezawisłym państwem ukraińskim, więc mogły przyjąć na wakacje gości, którzy obiecali Ukraińcom i Polakom przychylność w głosowaniu Komitetu Wykonawczego UEFA. W tym kontekście nie muszę dodawać retrospekcji ze zjazdu sprawozdawczo-wyborczego PZPN 2008, na którym Surkis przedstawił się jako prawa ręka Platiniego i w jego imieniu starał się zarządzać delegatami. Pycha i arogancja towarzyszyły każdemu jego gestowi i słowom, zwłaszcza tym, w których dawał do zrozumienia jak bardzo jesteśmy uzależnieni od widzimisię notabli z UEFA. Oj ne chody Hryciu, taj na weczernyciu…

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~antonUżytkownik anonimowy
~anton :
No photo~antonUżytkownik anonimowy
Języki obce są tak trudne, zwłaszcza, gdy chodzi o zapewnienie cummunication. Pytanie brzmi, jak zaufanie jesteśmy z językiem mamy? Nie potrzebujemy nauczyciela dla niego? Dlatego dołączyć kurs Preply Polskiego Gdańsk
27 gru 15 06:29
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii