Zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek Szymona Marciniaka

Lech Poznan - Legia Warszawa
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Siły porządkowe na Narodowym tak były zaabsorbowane obecnością prezydenta i premier, że nie zainteresowały się, czy na stadion coś ktoś wnosi.

 

Mówiąc nie całkiem serio, wszystkiemu winni Pan Prezydent i Pani Premier… Zapowiedź ich przybycia na finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym tak zaabsorbował wzmocnione siły porządkowe, że kibole obu drużyn mogli wnieść na obiekt wagony pirotechnicznych akcesoriów. Możliwości ich odpalania okazały się znakomite i niczym niezakłócane, aliści okazja nie została w pełni wykorzystana, albowiem do całkowitego zadymienia stadionu brakło jednak amunicji. Świadomy tego kto zaszczyca imprezę, nasz eksportowy arbiter Szymon Marciniak nie odważył się meczu przerwać i zakończyć, chociaż przy twardszej interpretacji przepisów o organizacji imprez masowych, mógł taki numer wyciąć…
W tym spektakularnym widowisku, zorganizowanym przez PZPN na najwyższym poziomie, ale, niestety, poważnie zakłócanym przez zadymiarzy, zastanawia obojętność prominentnych działaczy, szczególnie tych spod znaku Wielkiej Pyrlandii. Pewnie powinienem napisać o ich „stoickim spokoju”, ale nie godzi się tak opisywać znakomitych nastrojów bywalców strefy VIP Gold, po której opuszczeniu i wejściu na trybunę honorową świat zazwyczaj postrzega się jeszcze bardziej kolorowo, identycznie z estetyką fajerwerków. Kolejna faza przejmowania kontroli nad widownią piłkarskich rozgrywek przez klubowych ultrasów przejdzie, jak zwykle, pod znakiem zgodliwych komunikatów, które odwrócą szalę odpowiedzialności, wskazując na zaniedbania organizatora. Do orzekanych kar finansowych władze naszych ligowych klubów, tych rentownych i tych żyjących na kredyt, tak nawykły, że w swoich rocznych budżetach preliminują coraz większe pieniądze w pozycjach: „kary dyscyplinarne” i „wydatki nadzwyczajne”.
Zakazy wyjazdu z chwilą zniesienia obowiązku identyfikacyjnego dla widzów przestały mieć charakter represyjny; kibice, nie w wyjazdowym ordynku, pojawiają się na trybunach rozproszeni. Znając jednak życie, niebawem przeformują szyki i pokażą wała zakazującym. W ubiegły poniedziałek stracili bezpowrotnie okazję odwdzięczenia się głowie państwa za to, że oficjalnie zauważyła ich zaangażowanie we wzmaganie pamięci o „żołnierzach wyklętych”, dając im okazję do wysokiej samooceny całokształtu ich działalności. Nie ma miernika decybeli towarzyszących gwizdom na stadionie, ale te, które się rozległy na finale PP, po tym jak spiker zapowiedział obecność Andrzeja Dudy, choć niezbyt śmiałe i tak uznać należy za zgoła niepotrzebne i zbyt wielkie. Wbrew opinii jednego z poważnych publicystów politycznych, gwizdy nie pochodziły z sektorów dziennikarskich czy zajmowanych przez oficjeli rozmaitej konduity. Gwizdy szły z sektorów za bramkami, zajmowanych przez kibiców Legii i Lecha. Próba przerzucenia odpowiedzialności za gwizdaną kakofonię na dzieci-uczestników finałów Turnieju Tymbarku i ich rodziców (wersja internetowa lansowana przez kibiców Legii) jest żałosnym efektem uderzenia w stół i odzewu nożyc!
Środowisko piłkarskie w ostatnich latach walczy mozolnie o podniesienie rangi rozgrywek pucharowych, a jej uosobieniem, zgodnie z regulaminem tej najbardziej masowej rywalizacji w kraju, jest przyjęcie pucharu i medali z rąk pierwszej osoby w państwie. Andrzej Duda już w pierwszym roku swej prezydentury nie zignorował zaproszenia Zbigniewa Bońka i na finał przybył, na co nie zdobył się w ciągu swej pięciolatki jego poprzednik. Jest bowiem PAD miłośnikiem futbolu autentycznym i nie potrzebuje dorabiać sobie pozytywnej gęby wejściem do szatni reprezentacji z gratulacjami ani przybyciem na finał Pucharu Polski. Jest to oczywiste nie tylko dla tych, którzy widywali Go na krakowskim stadionie przy Kałuży…
Niektórzy bagatelizują akustyczny incydent, twierdząc, że politycy wszelkiej maści mają na stadionach przechlapane z definicji i że to polska norma. Byłem na finale PP na łódzkim stadionie - grała Legia z GKS-em za pierwszej kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie rozległ się wtedy ani jeden wrogi okrzyk, ani jeden gwizd… Z byłym prezydentem rozmawiałem na Narodowym akurat w chwili, kiedy incydent właśnie wybrzmiewał. Był szczerze zafrasowany…

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
~ex trampkarz :
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
Panie red.Niemiec.
Taki oto moj PRETEKST do Panskiej MANIPULACJI odnosnie rzekomych gwizdow z SEKTOROW ZA BRAMKAMI...
Na dzisiejszym meczu Legia-Piast ci rzekomo gwizdajacy na Prezydenta wywiesili w sektorze za bramka nastepujacy transparent: "KOD,NOWOCZESNA,GW,LIS,OLEJNIK I INNE LADACZNICE-DLA WAS NIE BEDZIE GWIZDOW,BEDA SZUBIENICE!".Moze sie Pan odniesie w kolejnym PRETEKSCIE...
8 maja 16 21:20
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii