Tenisowa żyła złota. Ale nie na igrzyskach

Novak Djoković żegna się z igrzyskami w Rio - po I rundzie.
 źródło: Reuters

System wartości stworzony przez Kramera pozostał niezachwiany, więc olimpijskie zwycięstwo wciąż pozostaje nicością w porównaniu z turniejami w Londynie, Nowym Jorku, Paryżu, czy Melbourne.

 

Był sobie Jack Albert Kramer, znakomity tenisista amerykański, zwycięzca Wimbledonu w grze pojedynczej z roku 1947… Jako pierwszy zerwał z tradycją grywania na legendarnym korcie londyńskim w długich spodniach. Miał duszę postępowca i biznesmena. Po swoim trzecim triumfie wimbledońskim, tym razem w grze podwójnej, dostrzegł w dyscyplinie, którą uprawiał żyłę złota. Postanowił ją eksploatować.
W tym celu założył na początku lat 50. Związek Tenisowy Zawodowców, do którego przystąpili czołowi zawodnicy amerykańscy, australijscy i europejscy. Źródłem ich dochodów były wpływy z organizowanych na całym świecie turniejów, a że reklamowanych jako jedyna formuła profesjonalna, rychło zdobyła renomę elitarnej i niepodważalną, globalną popularność.
Przez kilka dekad „cyrk Kramera” był kwintesencją mistrzostwa i pod względem „cyrkowych” umiejętności sportowych oddalał się systematycznie od wyczynu amatorskiego. Kramer kasował forsę jako organizator, a jeszcze większe nagrody inkasowali zawodnicy. Skala przepaści w ich umiejętnościach miała charakter zbliżony do różnic dzielących koszykarskie drużyny NBA od zespołów amatorskich. Z czasem wirtuozerska odrębność tenisistów profesjonalnych pogłębiała się pod wpływem ideologicznych konfrontacji coraz bardziej rozdzielonego żelazną kurtyną świata.
W krajach obozu sowieckiego - nawet w najweselszym baraku, jakim była Polska - tenis zawodowy uważany był za emanację zgniłej, zachodniej kultury fizycznej, burżuazyjnej proweniencji. Wybitni zawodnicy z tego kręgu, tacy jak Czechosłowak Jarosław Drobny czy nasz Władysław Skonecki, chcąc zdyskontować swój talent i mierzyć się z zawodowcami, musieli z kraju uciekać, narażając się na propagandowe potępienie i miano zdrajców socjalistycznej ojczyzny.
Granice pomiędzy dwoma światami tenisa drgnęły w latach 70., kiedy wdrożono formułę „open”, umożliwiającą wspólne starty zawodowców i amatorów. Formalne różnice znikły, kiedy sytuacja dojrzała do debiutu tenisa na igrzyskach olimpijskich, aliści przepaść psychologiczna pozostała.

Z tej samej kategorii